Przejdź do głównej zawartości

Żywot oligarchy

Oligarcha to dopiero ma życie. Luksusowe jachty, baseny, drogie samochody. Prywatne odrzutowce i prestiżowe imprezy. Znane osobistości na wyciągnięcie ręki, bo bogatego każdy chce znać. Życie, takie prawdziwe, musi mieć niepowtarzalny smak.

Zajebiście niepopularny post 

Będzie to post z gatunku takich, których życie zabawnie jest obserwować i obstawiać, ile dostaną “hejtów” (nie cierpię tego słowa).
Kiedyś, dla jednego ze znanych portali napisałem tekst pod tytułem “Dwudziesty stopień zasilania”. Ogólnie mówił on o tym, jak w Anglii dużo wcześniej ostrzegają cię listownie, że będzie krótka przerwa w dostawie elektryczności. Zupełnie inaczej niż w dawnej Polsce, gdzie światło po prostu gasło i ludzie wyciągali z szuflad świeczki, a jak awaria trwała trochę dłużej, to chowali rzeczy z zamrażarki pod stertę pościeli. Fajny tekst, śmieszny. Z komentarzy wynikało, że mało kto go właściwie zrozumiał. Nawsadzali mi, że gówno wiem, że o Polsce zmyślam i że usłyszałem coś o dawnych czasach, tak piąte przez dziesiąte.
Ludzie, ja się naprawdę urodziłem w PRL-u. Trochę widziałem i ciągle trochę pamiętam.

Żywot oligarchy 

Świat nałożył sankcje na rosyjskich oligarchów. Nałożył je na Putina i wszystkie co grubsze ryby ze sfer rządowych, ale też na każdego, który kiedykolwiek był wystarczająco blisko rosyjskiego prezydenta, albo był po prostu wystarczająco bogatym Rosjaninem.
Opublikowano ich listy, ze zdjęciami, szacowanym majątkiem i “dokonaniami”, po czym radośnie zamrożono im fundusze, zajęto posiadłości, przejęto statki i zabroniono wjazdu “do”, oraz prowadzenia interesów w “w”, a gdzie, to już sami wiecie. Co ciekawe, zabronili im tego ci sami ludzie, którzy wcześniej chętnie pokazywali się z nimi na salonach.

Wojna to zło 

Nigdy nie będę wspierał żadnej wojny. Mój dziadek siedział w obozie koncentracyjnym. Różne rzeczy o wojnie opowiadał. I krzyczał przez sen do końca życia. To, co Rosjanie robią na Ukrainie woła o pomstę do nieba, ale wbrew temu co powiedział kanclerz Niemiec, to nie Putin strzela i zrzuca bomby. Nie Putin odpala rakiety. Za to, co dzieje się na tej wojnie, odpowiedzialność ponoszą ci, co w niej walczą. Dowódcy rozkazują i dają przyzwolenie, ale to zwykli żołnierze strzelają, mordują i gwałcą. To, co działo się w Buczy czy Mariupolu spada bezpośrednio na Putina, ale też na całą rosyjską armię. Głupoty gadają Szojgu i zawodowy kłamca Ławrow, bo muszą gadać głupoty, bo boją się Wowy Putina. Chwała tym, co się boją, porzucają sprzęt i uciekają, zamiast walczyć i dać się zabić. Ciekawe, bo mówi się, że jak przegrywasz, to ci karabin ciąży i głód doskwiera. Wygrywający zmęczenia nie czują. Gdyby żołnierze sił inwazyjnych weszli jak nóż w masło, pewnie inaczej by gadali, ale i tak, mimo głodu i chłodu nieźle się obłowili, kradnąc z ukraińskich domów wszystko, co tylko mogli. Widzieliśmy paczki, które wysyłają kurierem do Rosji, za przyzwoleniem swoich żon zresztą.

Kogo obwiniamy 

Mówiąc o wojnie, obwinia się też oczywiście rosyjskich oligarchów. No bo wiadomo, elita, kasę mają, ze zbrodniarzami się bratają i każdy byle głupek z Sejmu mówi teraz, że to ich pieniądze finansują wojnę, co jest kompletną bzdurą. Faktem jest, że niedawni przyjaciele Zachodu nie zawsze mają coś do powiedzenia i niekoniecznie są zdolni wpłynąć na decyzje swojego prezydenta. Mało kto obecnie ma na niego jakikolwiek wpływ. Jedyną ich winą jest czasami to, że się przy nim dorobili i że jakiś mądrala pomyślał, że można ich wykorzystać jako źródło nacisku na Putina. Dlatego zaczęli tracić.

Roman Arkadiewicz Abramowicz 

Może nie najbogatszy z rosyjskich oligarchów, ale bez wątpienia najbardziej medialny. Sierota z Saratowa, który za Gorbaczowa zajął się szeroko rozumianym handlem (lalki, papierosy, czekolada i opony samochodowe). Chwycił w żagle wiatr przemian, tak samo jak chwytali go wtedy ludzie w Polsce, jeżdżąc do Niemiec czy Turcji, sprzedając na bazarach co tylko popadło. Sam znam kilku, którzy nieźle się na tym dorobili. Pobudowali domy, pozakładali firmy i butiki. Ludzie im zazdrościli, ale im chciało się wystawać na tych bazarach, świątek piątek, zamiast chodzić do “normalnej pracy” i narzekać. Oczywiście, nie każdy kto sprzedaje kopiowane nielegalnie kasety na targowisku ma szansę przekonać rząd, żeby mu sprzedał Sibnieft. Taka droga kariery pełna jest przekrętów, kumoterstwa i podkładania nóg. Abramowicz robił to, co robi każdy biznesmen, niezależnie od kraju i szerokości geograficznej. Nie oszukujmy się. Takie rzeczy nie działy się/dzieją tylko w Rosji. A co, w Polsce nie mamy własnych oligarchów? Przeróżnej maści szarych eminencji, prezesów czy dyrektorów, liderów partii czy prezydentów miast, którzy dorobili się pieniędzy na szwindlach? Na łapówkach i wysprzedaniu majątku narodowego obcym? Kamieniem wystarczy rzucić i trafisz. “Oligarchowie, tacy jak Abramowicz, wykorzystali to, co nieuczciwie zdobyli, aby wyprać swoją reputację na Zachodzie”, tak powiedział Thomas Graham, badacz Rosji w Radzie Stosunków Zagranicznych. Biedny głupek. Bogacz wozi się jachtami, pojawia na salonach i kupuje kluby piłkarskie. Robi to, bo mu wolno. Bo, jak się to w Polsce mówi, kto bogatemu zabroni? Każdy bogacz tak robi, obojętnie czy Ruski, czy nie. Nieuczciwie zdobył? Bo miał powiązania i nie przybijał na poczcie pieczątek od ósmej do szesnastej? Pieniądze można kraść (Kwinto: “Zamiast kraść jako dyrektor, fabrykant, sekretarz czy inny prezes, lepiej już kraść, par excellence, jako złodziej. Tak jest chyba uczciwiej”). Można robić biznesy, mniejsze lub większe, zależy kogo znasz, albo pracować, jak się to mówi, uczciwie (“telewizor, radio, Mały Fiat, oto marzeń szczyt”). Ilu ludzi potępia Abramowicza za to, jak zdobył pieniądze? Ilu uważa to za nielegalne? Ilu by się z nim chętnie zamieniło?

Nie jest to artykuł sponsorowany 

Nie jestem na usługach Abramowicza. Ja po prostu myślę, że gościu dorobił się wielkich pieniędzy, w taki sam sposób, w jaki wielu się dorobiło, znał kogo znał i wykorzystał sytuację. Nie wydaje mi się, że w jakikolwiek sposób wspierał agresję na Ukrainę, bo jest biznesmenem. Każdy z tych tak zwanych oligarchów musiał wiedzieć, że ta wojna nic dobrego nie przyniesie, że będzie zła dla ich interesów. Myślę, że rosyjscy oligarchowie powinni “zwiesić głowy ze wstydu”, jak chce pani Truss, brytyjska Minister spraw zagranicznych, bo są Rosjanami i mam nadzieję, że każdy Rosjanin będzie jeszcze długo zwieszał głowę na wspomnienie Ukrainy. Powinni bić się w piersi i przepraszać za to, co robili ich pobratymcy, choć za to przeprosić się raczej nie da.
Więc, o czym to będzie?

Definicja

Kradzież (art. 278 kk) – zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Pod pojęciem zaboru rozumie się fizyczne wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela. Dotyczy to również przedmiotu pozostawionego przez niego w znanym mu miejscu w zamiarze późniejszego jego zabrania.

Roman Abramowicz dorobił się swojego majątku. Jak i co zrobił po drodze, to jest inna dyskusja. Ważne, że to było jego. Teraz ktoś inny wydał dekret i nałożył sankcje. W efekcie osobie zabiera się to, co do niej należy. Niby ciągle w majestacie prawa, bo wszyscy się na to zgodzili. Dla mnie wygląda to jak kradzież.

Sankcje 

To dobra rzecz. Trzeba było je nałożyć, bo po prostu nie ma innych możliwości nacisku. I tak długo się udaje z oficjalnym dostarczaniem broni, aż dziwne, że Rosja ciągle to toleruje, ale jeśli już, niech to będą sankcje z sensem. Dlaczego niektórzy tak chętnie odbierają rosyjskim oligarchom ich jachty i mrożą konta, a jednocześnie nie chcą się odciąć od rosyjskich dostaw? Wóz, czy przewóz? A nie wstyd wam, panowie? Jeszcze niedawno z nimi piątki przybijaliście. A teraz co? Niby potępiamy, a gaz ciągle płynie. A które europejskie kraje ciągle sprzedają Rosjanom broń? Ha? Ręka w górę?

A.D. 2011, Croydon, UK

Zamieszki.
Ludzie o niekoniecznie bladym odcieniu skóry wyszli na ulice, by (nikt nie wie z jakiego właściwie powodu) palić, niszczyć i rabować. Włamywali się do mniejszych i większych sklepów, demolując je i okradając. W niektórych sklepach barykadowali się ich hinduscy właściciele, żeby bronić swojej własności. Czasami im się udawało, a czasami sklep jednak szedł z dymem. Agresorzy, pytani przez reporterów, zawsze mówili mniej więcej to samo. Zabieraliśmy im, bo oni mają, a my nie. Oni są bogaci, a my jesteśmy biedni, więc nam się należy. Na sugestie, że to jest kradzież, reagowali szczerym oburzeniem. Oni nikomu nic nie kradli. Zabierali, bo im się należało, bo tamci mieli, a oni nie mają. Nie chcieli słyszeć, że dla takiego sklepikarza to było całe jego życie, że zainwestował swoje pieniądze, że to jego majątek i źródło utrzymania. On jest bogaty, krzyczeli, kupi sobie nowy sklep, a my nic nie mamy. Cóż, trudno dyskutować z kimś, kto ciebie nie słucha, a siebie nie słyszy.

31 marca 1492 

Prawie siedem miesięcy przed odkryciem Ameryki wydano w Hiszpanii Edykt z Alhambry. Dawał on Żydom mieszkającym w królestwie cztery miesiące na opuszczenie go raz na zawsze. Mogli w tym czasie sprzedać swoje majątki lub wymienić dotychczasową własność, ale i tak zakazywano im wywożenia monet i przedmiotów zakazanych. Nie mogli powrócić, pod karą śmierci i konfiskaty dóbr. Żydów tradycyjnie oskarżono o usiłowanie obalenia świętej wiary katolickiej i próby odciągania wiernych chrześcijan od ich wiary.

Rozwiązanie ostateczne 

Hitler długo planował rozprawę z Żydami. Wszystko, krok po kroku, zmierzało do późniejszego Holokaustu. Stopniowo osaczał wszystkich nie-aryjczyków, pozbawiał ich kolejnych przywilejów, po to, by w końcu zacząć pozbawiać majątków i wypędzać z kraju. Potem, podczas “Nocy kryształowej” już tylko mordowano, demolowano i osadzano w obozach.

Podobnych przykładów "odbierania" jest cała masa.

Mr Mugabe 

Czterdzieści lat po Hitlerze w Afryce działał Mugabe. Zapytajcie swoich ciemnoskórych kolegów, co zrobił. Aha, zapomniałem, że nie macie takowych. Ja mam. Pracowałem z nimi i sporo rozmawiałem. Bardzo ciekawe prowadziliśmy rozmowy. Widzicie, Afrykańczycy uważają go za bohatera, bo walczył przeciwko kolonializmowi, imperializmowi i ogólnej dominacji białych. Biali uważają go za skorumpowanego dyktatora, który łamał prawa człowieka i popełnił wiele zbrodni, a wszystko to w imię rasizmu wymierzonego w białych. Mugabe, krótko mówiąc, odbierał białym, bo uważał, że nie mają prawa niczego posiadać w Afryce. Wyobraźcie sobie rozmowę, którą toczę ja, Grzegorz, Polak z dziada pradziada, w dodatku wychowany na wierszyku o Murzynku Bambo, z moim współpracownikiem, hebanowoskórym C. (nie podam jego prawdziwego imienia), wszystko w czasie pracy, bez nerwów i nienawiści, bo znamy się i szanujemy.
- To co Mugabe zrobił w Afryce było genialne. Odebrał białym i kazał im spadać.
- Jak to spadać? Zabrał im to, co mieli. To, co do nich należało. Wypędził ich.
- Nic do nich nie należało. Afryka należy do Czarnych.
- Ale przecież ci biali zainwestowali tam. Kupili te sklepy, zakłady i ziemię. Kupili za swoje pieniądze. Mugabe im to ukradł.
- Nic nie ukradł, to wszystko należało do Czarnych. Biali zabrali to Czarnym.
- Nie zgadzam się z tobą. To jest kradzież.
- Biali zawsze nienawidzili i wyzyskiwali Czarnych. Mugabe był pierwszym, który wreszcie się odważył zabrać im, to co nam się należy. Afryka jest czarna.
- To co ty tu robisz? Anglia jest biała. Należy do białych.
- Właśnie. Ty mnie wykorzystujesz. Bo jestem Czarny.
- Ja cię wykorzystuję?
- Tak. Bo ty jesteś moim supervisorem, a ja jestem zwykłym pracownikiem. Ale nie bój się. Tu też przyjdzie kiedyś Mugabe i zrobi z wami porządek.

Jak się to wszystko skończy

Niech sankcje mają sens. Niech cała Rosja cienko piszczy. Nałóżmy je na Putina i tych, którzy są aktualnie u władzy. Tych, którzy rzeczywiście są winni. Zabrońmy im wjazdu, czy prowadzenia interesów, odetnijmy ich od systemów bankowych, ale czy wypada tak po prostu odbierać i zamrażać, z listy, jak leci? To wszystko jest czyjąś własnością.
Wychodzi, że ich bronię, ale to nie tak.
Po prostu zawsze będę przeciwko głupocie.

Szwajcaria w niebezpieczeństwie 

Nasz premier namawia Szwajcarów na zamrażanie kont i przejmowanie majątków rosyjskich oligarchów. Bidulek. Jak Szwajcaria zamrozi konta tych, którzy nielegalnie lub niemoralnie się dorobili, to jej gospodarka się zapadnie.

Starożytny Rzym 

Patrzę sobie na to wszystko i tak się boję, żeby nie odżyła stara, znana w starożytnym Rzymie tradycja. Tam, jak nowi dochodzili do władzy, to zaczynali od dyskredytowania starych, po czym radośnie konfiskowali majątki swoich politycznych poprzedników i przeciwników. W Polsce, póki co, nowi zaczynają rządy od obrzucania poprzedników błotem i od wyciągania na światło dzienne wszystkich możliwych szwindli. Potem oczywiście robią swoje szwindle, sprzedają i kradną. Stara dewiza każdego polityka: “po nas choćby i potop”.

Naciskajmy Ruskich 

Muszą wiedzieć, że to co zrobili, nie przejdzie bezkarnie. Trzeba ich bardzo mocno nacisnąć, bo Ruski człowiek rozumie tylko wtedy, gdy się go pierze po mordzie. Róbmy to z głową. Tak, żeby się potem czkawką nie odbiło. Sankcjonujmy, ale nie kradnijmy, bo kradnąc upodabniamy się do tych innych, tych gorszych od nas. Wychowałem się na Czterech Pancernych i Klosie. Tam, ci źli, to byli Niemcy, a Ruscy byli fajni. Nasi nigdy nie zabijali jeńców, bo nie chcieli być “tacy jak tamci”. Był jakiś honor, był jakiś etos. Wojna to wojna, nieszczęście dla każdego, ale nie trzeba zabijać ojców na oczach rodzin ani torturować dzieci. Piętnujmy i ścigajmy tych, którzy są rzeczywiście winni, ale bądźmy sprawiedliwi. Winnych zawsze łatwo znaleźć, czasami zależy tylko, jak wiatr zawieje. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
Ciekawe, komu by zamrożono, gdyby to Polska zaatakowała Ukrainę? Grycanowi?

Świadome wypinanie pośladków 

Jestem przeciwko wojnom i kibicuję Ukraińcom, ale uważam, że to całe zamrażanie i konfiskowanie w niektórych przypadkach niewiele różni się od kradzieży, podobnie zresztą, jak nakładanie wyższych podatków na tych, którzy więcej zarabiają.
A teraz, nie dość, że zgrabnie wypiąłem pośladki, bo wielu pewnie nie zrozumie o czym tu naprawdę napisałem, przyjdzie do mnie Will Smith i dodatkowo nałoży mi po pysku.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piętnasty patrzy z kąta

Monolog zapomnianego dnia w brudnym świetle listopada. Oficjalnie to tylko kolejny dzień w kalendarzu. Nieoficjalnie — zapomniany lokator czasu, który od lat obserwuje, jak inne daty tańczą na jego ciszy. Nikt nie bije mu braw, ale wszyscy przechodzą przez niego. A on czeka. I pamięta. MONOLOG PIĘTNASTEGO Siedzę w kącie kalendarza jak nieudany lokator, jak plama po kawie, której nikt już nie próbuje zetrzeć. Piętnasty Listopada. Bez bohaterów, bez katastrof, bez nachalnej świętości. Nikt nie celebruje mojego istnienia — może poza tym jednym gołębiem, który zdechł pod przystankiem. Nic, tylko stęchłe powietrze, mokra kurtka i ktoś, kto znowu zapomniał wyrzucić śmieci. Pachnę tanim papierosem i cichą rezygnacją. Jedenasty znów urządza karnawał na grobach. Wciąga historię za włosy, pudruje jej kości i każe tańczyć walca w rytm werbli, o które nikt nie prosił. Flagami wachluje trupy, a orkiestra duchów gra hymn na pękniętych żebrach. Dwunasty przeżuwa wspomnienia po spadających gwiazdach j...

Żalnik

All Saints’ Day. Allerheiligen. La Toussaint. Tutti i Santi. Día de Todos los Santos. Mindenszentek napja. Svátek Všech svatých. Svi sveti. Ziua Tuturor Sfinților. Araw ng mga Santo. Czyli: nasze rodzime Wszystkich świętych, tradycyjnie celebrowane pierwszego listopada. Definicja: jest to czas, gdy „chodzimy na groby” (ci bardziej tradycyjni), lub nie (ci bardziej nowocześni) i wspominamy naszych bliskich (lub trochę dalszych), których już między nami nie ma, czyli tych, którzy opuścili już ten łez padół i przenieśli się do lepszego świata (takie jest powszechne mniemanie) i wolni od ziemskich zmartwień pasą się spokojnie na niebiańskich łąkach. W niektórych krajach, tych niepoważnych (według oficjalnej propagandy), jest to poważne, podniosłe święto. W innych karach, tych bardzo poważnych i poważanych, takiego czegoś już praktycznie nie ma. Jest coś w stylu zakładania masek, wycinania dyniek, czy łażenia po domach i żebrania o cukierki. To taka zabawa, nic poważnego, nic zdrożnego, ale...

Świat wielowarstwowy

Oto mamy świat, w którym codziennie nas straszą. Media karmią lękiem, polityka podsyca psychozę, a my – zajęci przetrwaniem – tracimy zdolność logicznego myślenia. PIERWSZA WARSTWA Na początku proponuję popatrzeć na to. Wklejam link . Dobrze by też było skopiować sam tekst, bo rzeczy w internecie mają dużą łatwość znikania, ale jest za długi (zresztą to tylko fragment, bo reszta tekstu dostępna po opłaceniu subskrypcji). Wkleję tylko kilka fragmentów, jakby co, jakby coś znaczy poznikało… „Straszą nas każdego dnia.  [...]  Histeria to mało powiedziane, to jest psychoza wojenna.  [...]  Włącza pan telewizor i co? Czuje pan wojnę? I wojenną propagandę? – Jak tylko wcisnę guzik, swąd po pokoju się roznosi, zapach prochu, amunicji, trupa i czego tam jeszcze. Histeria to mało powiedziane, to jest psychoza wojenna. Dziwna mieszanka – owszem, dziennikarze autentycznie się nakręcają, powrócił jakiś rodzaj oszołomstwa, dawno przecież wyśmianego. To bardzo widoczne w ich reakc...

Proszek z banana kontra woda z mózgu

Banany, młotek i ratowanie planety — brzmi jak dowcip, ale w epoce pseudoekologii to już prawie rzeczywistość. Ekologia potrafi być piękna i sensowna, ale równie często zamienia się w absurd. Dziś zamiast zdrowego rozsądku mamy regulacje, podatki i ideologie, które bardziej przypominają eksperymenty na ludziach niż troskę o środowisko. Bananowa skórka Jakiś czas temu zobaczyłem gdzieś, chyba na Facebooku to było, ciekawy tekst o tym, jak potraktować skórkę po zjedzonym bananie. Otóż nie należy jej w żadnym wypadku wyrzucać do kosza. Przynajmniej nie bezpośrednio. Dużo rozsądniej jest taką skórkę pociąć na mniejsze kawałki i ususzyć, ale tak dokładnie i przez kilka dni. Gdy skórka jest już całkowicie twarda, rozbijamy ją młotkiem na proszek i wtedy można to już śmiało wrzucić do kosza – korzyść taka, że proszek zajmie o wiele mniej miejsca. W tym wszystkim chodziło oczywiście o ratowanie planety. Prawdopodobnie poprzez produkowanie mniejszej ilości koszy z odpadami i, mimo że nikt nie p...

Moralność świniowata

W języku polskim istnieje taki popularny zwrot jak moralność Kalego . Głęboko zakorzeniony, zszedł prosto z kart powieści Henryka Sienkiewicza. Ciekawe, czy w szkołach jest jeszcze „W pustyni i w puszczy”? Ciekawe, czy w tych dziwnych czasach w ogóle można jeszcze takich słów używać? Może być, że obecnie nie jest to zbyt politycznie poprawne dzieło. Podobnie jak film, którego oglądanie mogłoby zapewne grozić utrwalaniem pewnych stereotypów. Ale ja w sumie nie o tym. Pozwólmy wypowiedzieć się autorowi: Pojęcia o złem i dobrem miał także aż nadto afrykańskie, wskutek czego między nauczycielem a uczniem zdarzyła się pewnego razu taka rozmowa: — Powiedz mi — zapytał Staś — co to jest zły uczynek — Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy — odpowiedział po krótkim namyśle — to jest zły uczynek. — Doskonale! — zawołał Staś — a dobry? Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu: — Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy. Moralność Kalego Jest to frazeologizm, który oznacza nic innego, jak tylko podwójną mora...