Przejdź do głównej zawartości

Odzależnienie

Pamiętam, te czasy, gdy zakładałem sobie pierwsze konto mailowe. Dawno temu to było, gdy internet był już poniekąd powszechny, ale ludzie jeszcze nie do końca wiedzieli, jak i po co z niego korzystać. Tak samo było z pocztą elektroniczną. Wszyscy zakładali konta, ale nikt do nikogo maili nie pisał. Świat dopiero zaczynał się zmieniać. Ludzie mieli telefony Nokia, cierpliwie stukali do siebie esemesy i grali w węża.

Od samego początku byłem „człowiekiem Interii”. Oprócz tego były jeszcze dwa główne portale: WP i Onet. Teraz jest ich cała masa, wszystko i wszyscy mają swoje strony, ale jeśli chodzi o internetowe miejsca typu „1001 drobiazgów”, ciągle, już od tylu lat, najbardziej liczą się te same trzy.

Lubiłem Interię. Tam miałem konto, tam czytałem wiadomości „z kraju i ze świata”. Zawsze wydawała mi się lepsza od innych, choć to kwestia gustu, sensowniej ułożona i bardziej przejrzysta, z lepszą, czytelniejszą strukturą. Nawet teraz tak jest. Wszystko ma tam swoje miejsce, podczas gdy na Onecie i WP króluje chaos. Niestety, od jakiegoś czasu Intera stacza się. Szybko i bezlitośnie.

Może tak było już od jakiegoś czasu, nie wiem, może po prostu nie widziałem. Może teraz widzę jakoś inaczej i dlatego pewne rzeczy same rzucają się w oczy.

Na portalu Interia dominuje tępa i nachalna propaganda. Nie ma tam praktycznie jednej obiektywnej informacji, bo nikt tam nie wie, na czym polega dziennikarska rzetelność. Prawdopodobnie dlatego, że nie ma tam dziennikarzy. Są tak zwani „redaktorzy”, którzy zajmują się pisaniem, przepisywaniem, redagowaniem, tłumaczeniem, poprawieniem i publikowaniem tekstów. Dobrze znają redakcyjne wytyczne i sztywno się ich trzymają, a to niestety mało ma wspólnego z obiektywizmem.

Pełno tam bezczelnych kłamstw, w dodatku tak naiwnie nieudolnych, że czasami szczęka opada i piękne w tym jest to, że ci ludzie się pod tym podpisują, czyli wcale nie wstydzą się tego, co robią. Tym bardziej zdumiewające, bo w praktycznie każdym tekście jest masa wulgarnych literówek oraz błędów gramatycznych i stylistycznych na poziomie szkoły podstawowej. To tylko pokazuje, jak nisko upadli, mając swoich czytelników w totalnej pogardzie, w czym nie różnią się przecież od innych mediów głównego nurtu, które tak samo, jak i oni należą do zagranicznych właścicieli i za pieniądze swoich panów skaczą tak wysoko i żwawo, jak im się każe.

Już dawno obiecywałem sobie, że przestanę to czytać. Nie warto. Takie miejsca zatruwają ludzkie umysły, budując u ludzi czuba i potem mamy to, co mamy. To manipulacja, która służy temu, żeby ludzi ogłupić, żeby popadli w schizofrenię. Poza tym przykuwa się ich do ekranu i oni już tylko klikają/przesuwają, czas leci, życie płynie, a setki informacji powtarzanych w kółko wżerają się ludziom w mózgi.

Popatrzcie sami.

Obecność na „paradzie Putina to wstyd”, mówi nasz lokalny kretyn. Dla niego nie jest to już świętowanie jednego z największych wydarzeń w historii ludzkości: pokonania nazizmu. Może dlatego, że coraz bardziej niechętnie wspomina się o tym, że to Niemcy przegrali wojnę, czy byli za nią odpowiedzialni. Przepraszam, nie Niemcy przecież. Naziści. A Putin zawłaszczył święto, wydaje mu się, że to Rosjanie wygrali wojnę, jak śmie! Nieładnie jest świętować ten dzień, hańba. Zresztą, w tym samym artykule mamy wypowiedź Francuzika.

Naprawdę, piękny umysł. „Putinizm to imperializm, który utrzymuje się poprzez ekspansję terytorialną, poprzez siania chaosu w porządku międzynarodowym”. Wypisz wymaluj opis USA. Oraz niegdysiejszych mocarstw kolonialnych jak Anglia i Francja. Może z tym wyjątkiem, że Rosja znacznie mniej niż oni „ekspanduje” terytorialnie i dużo mniej wprowadza w stosunki międzynarodowe chaosu.

Zobaczymy to.

Rąbnęli dwóch Żydków w kraju, gdzie codziennie w strzelaninach ginie około 130 ludzi. I lament. Anglik mówi, że to odrażająca zbrodnia. Francuz mówi, że „Nic nie może usprawiedliwić takiej przemocy". Izrael notorycznie gwałci prawo międzynarodowe i jawni wypina się na ONZ. Zrównali z ziemią Strefę Gazy, gdzie zabili ze 100 tysięcy ludzi. Potem najechali Syrię. Potem napadli na Iran. Czy nie są to odrażające zbrodnie? Czy coś może usprawiedliwić takie barbarzyństwo? Widocznie tak, a przynajmniej nam się ot tak przedstawia.

Albo to.

Oto oskarżenia o terroryzm. Mocna rzecz. Tym bardziej że niedługo później Ukraina przeprowadziła dwa ataki terrorystyczne w głębi Rosji. W jednym wysadzili wiadukt pod przejeżdżającym pociągiem. W drugim wysadzili most, który spadł na pociąg przejeżdżający pod spodem. Zginęli ludzie. Może powinniśmy zastanowić się na tym, jak powstrzymać ukraiński terror? 

Może powinniśmy zastanowic się, jak powstrzymać wszystkie inne terrory? Także te, które pozwalają sobie na zbombardowanie innego państwa ot, tak sobie, bez racjonalnej przyczyny i wbrew prawy międzynarodowemu? Całkowicie szaleni terroryści rzeczywiście nie powinni mieć miejsca na tej ziemi.

Nie chce mi się wspominać całej żałosnej reszty. O bojowych przewagach naszych sąsiadów, o tym, że ichnia konstytucja zakazuje przeprowadzania wyborów w czasie wojny (nie ma o tym ani słowa, to dekret pana Z. tego zakazał, wbrew konstytucji, proponuję doczytać, można nawet po polsku), czy wreszcie o tym, że jest to wojna pełnoskalowa. Pewne rzeczy są przekłamana, innych po prostu tam nie ma. Na przykład tej o ustalonej w Stambule wymianie ciał (6 tys. na 6 tys.), gdzie najpierw Ukraińcy nie chcieli ich przyjąć, a potem, prawdopodobnie dlatego, że była tam zachodnia prasa, przyjęli sześć tysięcy, za które wydali, nie pamiętam teraz dokładnie, coś ponad… dwadzieścia.

W dodatku to ciągłe straszenie.

Już nawet nie jakimś wyimaginowanym atakiem Rosji, ale tym, jak i za co będzie się nas karać, jeśli czegoś nie zrobimy. Taka mniejsza, krajowa wersja tego, co robi z nami UE, gdzie nigdy przymusu nie ma, ale jak się nie zastosujesz, kara.

Nie zapominajmy też o całej polskiej tak zwanej polityce. Jakby w Polsce nie było nic ważniejszego. Ten powiedział, tamten odpisał na X, tu się zbiera komisja, ten oburzony, po tamtego idą. Same durności i żadnych konkretów. Po to, żeby odwrócić uwagę ludzi od tego, co naprawdę ważne. Żeby nikt nie interesował się tym, co wprowadzają, jak wprowadzają i jak nas wszystkich to mocno kopnie. A na to wszystko wyskakuje jeden z większych komików ostatnich trzydziestu lat, czyli człowiek, który zabrał wszystkim Polakom przyszłość.

Przecież tak naprawdę żadnych ważnych dla naszego życia rzeczy z Interii się nie dowiemy. Co poza polityką? Niewiele lepiej. Pierdoły jakieś nieprzeciętne i zabijacze czasu. W kółko to samo. Gdzie mieszka Hajecio, co dziś ubrała Opozda, co wyznała Węgiel i jakie marzenie z dzieciństwa spełniła sobie Doda. Przecież ja tych ludzi w ogóle nie znam! A tu Lewandowski to, a Szczęsny to już w ogóle, a na to wszystko trenerka Lewandowska coś założyła i internet oniemiał. Tylko tyle się u nas dzieje? Innych ludzi nie w Polsce nie mamy? Czasem mam wrażenie, że chyba czas się zatrzymał, bo wszędzie albo Marylka, albo Kozidrak, a one już stare były wtedy, jak ja byłem młody! No ludzie! Przecież nawet w dziale kulinarnym same gnioty, pełne błędów. Wystarczy spojrzeć na przepis i już wiesz, że nie ma szans. Sałatka Gesslerowej, paszteciki Gesslerowej, co Gesslerowa dodaje do rosołu. Kogo obchodzi, co ona dodaje? Co to jest, jakiś kulinarny guru dla Polaków? To już Ewa Wachowicz lepsza. Nie dość, że bardziej wyględna, to jeszcze rzeczywiście czasami coś niezłego wypichci.

Na wakacjach teraz jestem. A to oznacza, że tam nie zaglądam i prasówek tam nie robię. Czy na tym straciłem? Pewnie niewiele. Zyskałem za to trochę wolnego czasu i trochę spokoju, bo czytanie tych kłamstw i pierdół jednak trochę człowieka rusza. Oni też na mojej nieobecności nie stracą. W teorii byłoby to proste: ja nie fascynuję się gównem, oni go nie tworzą, ergo – kibel pozostaje czysty. W praktyce jest inaczej. Gdy wszyscy przestaniemy tam zaglądać i klikać, spadnie im, polecą reklamy i tak dalej i wtedy, teoretycznie, musieliby się bardziej postarać, ale przecież nie będą musieli, bo zasysają z zewnątrz tyle kasy, że nic ich już nie obchodzi. Najmniej czytelnicy. Dalej będą tworzyć sobie własną rzeczywistość, gdzie Doda i przyjaciele, gdzie tych dwóch dziwaków, taki prosiaczek z wyłupiastymi oczami i jego kumpel Nosferatu robią sobie pogadanki, żeby się trochę podlansować. Jest też tam leśny dziadek, zapuszczony, z nieogoloną gębą, który gestykulując, przedstawia ludziom swoje mętne przemyślenia. Jest też cudak, który zawsze pompatycznie piszę o potężnej broni, którą Ukraińcy dostali, a przed którą Rosjanie truchleją. Cała masa dziwolągów.

Gdy wrócę do domu, też już tam nie zajrzę. Informacje znajdę gdzie indziej. Bardziej rzetelne, przejrzyste, napisane z sensem i bez błędów. Sporo można znaleźć w internecie, który ciągle jest niezależny i to chyba najbardziej boli przyjaciół i sponsorów Prosiaczka, dlatego szykują nam tę ustawę o mowie nienawiści, czyli w zasadzie o tym wszystkim, co teraz napisałem, bo przecież nie jest w porządku domagać się od mediów konkretnych informacji, podobnie jak niedorzecznie jest domagać się od piekarza dobrego chleba. Porządny człowiek nie narzeka. Klika, przyjmuje wszystko na wiarę, uśmiecha się i pozostając głupim, ma coraz mniej i ciągle udaje szczęśliwego. Tak właśnie udało im nas się skłócić i omamić.

Kiedyś, dawno temu, ludzie nie mieli prawie żadnych informacji „ze świata”. Raz na jakiś czas przychodził do wsi wędrowny dziad i opowiadał, co się dzieje. I jakoś żyli. Nie interesowało ich, kto nimi rządzi, ani jak. Raz ich najechali jedni, raz drudzy i nigdy nie było im lekko, tylko coraz ciężej, coraz większe obciążenia i podatki, nowe przepisy. Masy ciemne wtedy były. Teraz jesteśmy tacy mądrzy i wykształceni, światli i nowocześni. Mamy dostęp do informacji z całego świata, mamy te wszystkie media. I co? Jest dokładnie tak samo. Coś dzieje się obok nas, jakieś tajne spotkania, narady, jakieś głosowania, ustawy i uchwały… A my dalej nic nie możemy, musimy robić i myśleć to, co chcą, żebyśmy robili i myśleli. W dodatku niedługo będziemy mówili i pisali to, co chcą, żebyśmy mówili i pisali.

Można się odzależnić. Trzeba tylko chcieć i na własną rękę zacząć szukać informacji gdzie indziej. Nie w telewizji, tam od dawna nic nie ma. Proponuję znaleźć swoją niszę, dotrzeć do rzetelnych informacji, pomyśleć, wyrobić sobie własną opinię. Polecam Maciaka, Bartoszewicza, Sykulskiego, Radka Pogodę, Kusza, profesora Modzelewskiego. Od tego można zacząć, posłuchać. Potem słuchać dalej, otworzyć oczy i uszy. Jest wiele dobrych materiałów.

Radośnie się teraz oddalę. Użyłem tu kilku nazwisk, które w internecie są niepopularne. Do tego użyłem nazwy kraju na U i wiecznie świętego nazwiska byłego już, nielegalnego prezydenta Z. Do tego użyłem też słowa na Ż, a i ogólny wydźwięk też nie jest zbyt optymistyczny, więc spodziewam się, że zasięgi mocno spadną. Praktycznie do zera. Nic to, bo już wcześniej też niespodziewanie spadały. Piszę to, co chcę i tak, jak chcę. I do tego mam kopie wszystkich tekstów i zdjęć. Nawet jak mi skasują, będę mógł łatwo to wszystko odtworzyć. Idę. Mam już dość tej wszechogarniającej mnie głupity.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Piętnasty patrzy z kąta

Monolog zapomnianego dnia w brudnym świetle listopada. Oficjalnie to tylko kolejny dzień w kalendarzu. Nieoficjalnie — zapomniany lokator czasu, który od lat obserwuje, jak inne daty tańczą na jego ciszy. Nikt nie bije mu braw, ale wszyscy przechodzą przez niego. A on czeka. I pamięta. MONOLOG PIĘTNASTEGO Siedzę w kącie kalendarza jak nieudany lokator, jak plama po kawie, której nikt już nie próbuje zetrzeć. Piętnasty Listopada. Bez bohaterów, bez katastrof, bez nachalnej świętości. Nikt nie celebruje mojego istnienia — może poza tym jednym gołębiem, który zdechł pod przystankiem. Nic, tylko stęchłe powietrze, mokra kurtka i ktoś, kto znowu zapomniał wyrzucić śmieci. Pachnę tanim papierosem i cichą rezygnacją. Jedenasty znów urządza karnawał na grobach. Wciąga historię za włosy, pudruje jej kości i każe tańczyć walca w rytm werbli, o które nikt nie prosił. Flagami wachluje trupy, a orkiestra duchów gra hymn na pękniętych żebrach. Dwunasty przeżuwa wspomnienia po spadających gwiazdach j...

Żalnik

All Saints’ Day. Allerheiligen. La Toussaint. Tutti i Santi. Día de Todos los Santos. Mindenszentek napja. Svátek Všech svatých. Svi sveti. Ziua Tuturor Sfinților. Araw ng mga Santo. Czyli: nasze rodzime Wszystkich świętych, tradycyjnie celebrowane pierwszego listopada. Definicja: jest to czas, gdy „chodzimy na groby” (ci bardziej tradycyjni), lub nie (ci bardziej nowocześni) i wspominamy naszych bliskich (lub trochę dalszych), których już między nami nie ma, czyli tych, którzy opuścili już ten łez padół i przenieśli się do lepszego świata (takie jest powszechne mniemanie) i wolni od ziemskich zmartwień pasą się spokojnie na niebiańskich łąkach. W niektórych krajach, tych niepoważnych (według oficjalnej propagandy), jest to poważne, podniosłe święto. W innych karach, tych bardzo poważnych i poważanych, takiego czegoś już praktycznie nie ma. Jest coś w stylu zakładania masek, wycinania dyniek, czy łażenia po domach i żebrania o cukierki. To taka zabawa, nic poważnego, nic zdrożnego, ale...

Świat wielowarstwowy

Oto mamy świat, w którym codziennie nas straszą. Media karmią lękiem, polityka podsyca psychozę, a my – zajęci przetrwaniem – tracimy zdolność logicznego myślenia. PIERWSZA WARSTWA Na początku proponuję popatrzeć na to. Wklejam link . Dobrze by też było skopiować sam tekst, bo rzeczy w internecie mają dużą łatwość znikania, ale jest za długi (zresztą to tylko fragment, bo reszta tekstu dostępna po opłaceniu subskrypcji). Wkleję tylko kilka fragmentów, jakby co, jakby coś znaczy poznikało… „Straszą nas każdego dnia.  [...]  Histeria to mało powiedziane, to jest psychoza wojenna.  [...]  Włącza pan telewizor i co? Czuje pan wojnę? I wojenną propagandę? – Jak tylko wcisnę guzik, swąd po pokoju się roznosi, zapach prochu, amunicji, trupa i czego tam jeszcze. Histeria to mało powiedziane, to jest psychoza wojenna. Dziwna mieszanka – owszem, dziennikarze autentycznie się nakręcają, powrócił jakiś rodzaj oszołomstwa, dawno przecież wyśmianego. To bardzo widoczne w ich reakc...

Proszek z banana kontra woda z mózgu

Banany, młotek i ratowanie planety — brzmi jak dowcip, ale w epoce pseudoekologii to już prawie rzeczywistość. Ekologia potrafi być piękna i sensowna, ale równie często zamienia się w absurd. Dziś zamiast zdrowego rozsądku mamy regulacje, podatki i ideologie, które bardziej przypominają eksperymenty na ludziach niż troskę o środowisko. Bananowa skórka Jakiś czas temu zobaczyłem gdzieś, chyba na Facebooku to było, ciekawy tekst o tym, jak potraktować skórkę po zjedzonym bananie. Otóż nie należy jej w żadnym wypadku wyrzucać do kosza. Przynajmniej nie bezpośrednio. Dużo rozsądniej jest taką skórkę pociąć na mniejsze kawałki i ususzyć, ale tak dokładnie i przez kilka dni. Gdy skórka jest już całkowicie twarda, rozbijamy ją młotkiem na proszek i wtedy można to już śmiało wrzucić do kosza – korzyść taka, że proszek zajmie o wiele mniej miejsca. W tym wszystkim chodziło oczywiście o ratowanie planety. Prawdopodobnie poprzez produkowanie mniejszej ilości koszy z odpadami i, mimo że nikt nie p...

Moralność świniowata

W języku polskim istnieje taki popularny zwrot jak moralność Kalego . Głęboko zakorzeniony, zszedł prosto z kart powieści Henryka Sienkiewicza. Ciekawe, czy w szkołach jest jeszcze „W pustyni i w puszczy”? Ciekawe, czy w tych dziwnych czasach w ogóle można jeszcze takich słów używać? Może być, że obecnie nie jest to zbyt politycznie poprawne dzieło. Podobnie jak film, którego oglądanie mogłoby zapewne grozić utrwalaniem pewnych stereotypów. Ale ja w sumie nie o tym. Pozwólmy wypowiedzieć się autorowi: Pojęcia o złem i dobrem miał także aż nadto afrykańskie, wskutek czego między nauczycielem a uczniem zdarzyła się pewnego razu taka rozmowa: — Powiedz mi — zapytał Staś — co to jest zły uczynek — Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy — odpowiedział po krótkim namyśle — to jest zły uczynek. — Doskonale! — zawołał Staś — a dobry? Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu: — Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy. Moralność Kalego Jest to frazeologizm, który oznacza nic innego, jak tylko podwójną mora...