Przejdź do głównej zawartości

Moralność świniowata

W języku polskim istnieje taki popularny zwrot jak moralność Kalego. Głęboko zakorzeniony, zszedł prosto z kart powieści Henryka Sienkiewicza. Ciekawe, czy w szkołach jest jeszcze „W pustyni i w puszczy”? Ciekawe, czy w tych dziwnych czasach w ogóle można jeszcze takich słów używać? Może być, że obecnie nie jest to zbyt politycznie poprawne dzieło. Podobnie jak film, którego oglądanie mogłoby zapewne grozić utrwalaniem pewnych stereotypów. Ale ja w sumie nie o tym.

Pozwólmy wypowiedzieć się autorowi:

Pojęcia o złem i dobrem miał także aż nadto afrykańskie, wskutek czego między nauczycielem a uczniem zdarzyła się pewnego razu taka rozmowa:
— Powiedz mi — zapytał Staś — co to jest zły uczynek — Jeśli ktoś Kalemu zabrać krowy — odpowiedział po krótkim namyśle — to jest zły uczynek.
— Doskonale! — zawołał Staś — a dobry?
Tym razem odpowiedź przyszła bez namysłu:
— Dobry, to jak Kali zabrać komu krowy.

Moralność Kalego

Jest to frazeologizm, który oznacza nic innego, jak tylko podwójną moralność, czyli podwójny system oceny uczynków, w zależności od tego, kto ich dokonuje. Dziecinnie proste, prawda? Oto ktoś kieruje się w życiu specyficznym systemem wartości, którego kręgosłupem jest wyłącznie własna korzyść. Konkretne postępowanie (lub rzecz) oceniane jest bardzo subiektywnie: dobrze jest tylko wtedy, kiedy przynosi zysk oceniającemu, a źle, kiedy wiążą się z tym jakiekolwiek straty.

Gwoli ścisłości, nie jest to pojęcie „aż nadto afrykańskie”. Bije się w piersi: pracowałem z ludźmi z sześciu kontynentów, prawdopodobnie z ponad pięćdziesięciu krajów i doskonale wiem, że każda nacja, rasa czy grupa wyznaniowa ma swoje własne „rzeczy” i stereotypy często bywają uzasadnione. Wiem też, że bardzo łatwo jest wrzucać ludzi do jednego worka. Owszem, ludzie z Czarnego Lądu mają wiele mocno definiujących ich „rzeczy”, ale spójrzmy szerzej.

Oto jesteśmy w Serbii. Fantastyczni ludzie, weseli i mili (szczególnie gdy poznasz ich bliżej i dowiedzą się, że jednak nie przybyłeś ostatnio z Rosji), ale nigdy nie patrzą dookoła, bo inni niespecjalnie ich interesują. Nie przepuszczą cię w przejściu, nie przytrzymają ci drzwi. Nie usuną się, gdy idziesz chodnikiem z siatami i dwójką dzieci. Zaparkują samochód w najbardziej niewyobrażalnym miejscu i nie obchodzi ich, że komuś to utrudni życie. To podejście typu „ja zaparkowałem, inni niech się martwią, nie moja sprawa”. Zajadą ci bezczelnie drogę i przejadą na czerwonym (notoryczne!). Spróbuj jednak komuś zastawić, zajechać, czy przejechać. Serb, któremu coś takiego zrobiłeś, zamienia się w prawdziwą bestię.

Moralność Kalego to zjawisko niestety tyleż powszechne, co międzynarodowe. Charakteryzuje ono (według mnie, oczywiście) pewnych ludzi, czy może raczej należałoby powiedzieć, pewną podgrupę, czy podgatunek, który nie miał jeszcze okazji w pełni wyewoluować w osobników nie tylko inteligentnych, ale także myślących. Oddajmy ponownie głos naszemu nobliście:

Staś był zbyt młody, by zmiarkować, że podobne poglądy na złe i dobre uczynki wygłaszają i w Europie — nie tylko politycy, ale i całe narody.

Staś Tarkowski być może i był młody

My chyba już nie jesteśmy, prawda?

Oto człowiek, który jeszcze niedawno był naszym premierem (według wielu najgorszym w historii naszego kraju) i którego sześć lat pogrążyło Polskę prawdopodobnie na kolejne pięćdziesiąt, wychodzi i publicznie mówi, że ten obecny kłamie. Co ciekawsze, ten obecny powiedział, że ci tamci kradli, obiecywali i nie dowieźli, po czym pozwolił kraść, naobiecywał i już wiadomo, że nie dowiezie. Wariactwo?

A nasi przyjaciele, ale ci najlepsi, co to wiadomo, że miłość, wdzięczność i szacunek? Nazywają tych, którzy ich napadli bandytami i terrorystami i jednocześnie wysadzają u nich most pod przejeżdżającym cywilnym pociągiem. Dziwaczne?

Żandarm świata, ten od wolności, równości i demokracji, wszystkim radośnie wygraża, całkiem niczym łobuz na osiedlu. Dajcie mi wyspę albo sobie wezmę. Przesmyk mi oddajcie, bo inaczej wyślę tam wojsko. Zrób to, co chcę, kupuj tylko ode mnie, bo inaczej nałożę na ciebie sankcje. Zaprzestań wojny na moje życzenie, bo chciałbym międzynarodową nagrodę dostać, bo pokój przecież jest najważniejszy, a ja w tym czasie zbombarduję inny kraj, bo nie podoba mi się, co ktoś robi na swoim własnym podwórku.

Podobnie ten drugi, jego kumpel i zausznik, też zresztą specjalista od bombardowania. Równa z ziemią całą krainę. Trup się ściele gęsto. Bo ich zaatakowali, zabili i porwali (podczas ataku zginęło 1175 osób, ponadto 251 osób zostało porwanych jako zakładnicy), co było złe. To, że w zgniatanej strefie zamordowano już ponad 60 tys. ludzi, głównie cywilów (w tym 20 tys. dzieci), najwyraźniej nie jest aż takie złe.

I co, źle pisał Sienkiewicz?

System dwóch kultur

Niejaki Maciej Maciak, były kandydat w ostatnich wyborach prezydenckich, wspominał kilkakrotnie przy różnych zresztą okazjach o tym, że istnieją dwie kultury: kultura winy i kultura wstydu. Ta pierwsza polega na tym, że człowiek nie jest winny (w zasadzie nie czuje się winnym, bo nie czuje, że zrobił coś złego) do czasu, aż się go złapie i udowodni mu się winę. Ta druga jest banalnie naiwna: oto człowiek nie robi czegoś złego, bo wie, że jest to złe i czułby wstyd przed samym sobą (oraz innymi członkami społeczności), gdyby czyn zły, lub moralnie naganny popełnił. Kultura winy to w tym wydaniu bardziej świat zachodni, podczas gdy kultura wstydu mocniej charakteryzuje kraje wschodu. Ciekawa koncepcja, trzeba to przyznać. Coś w niej jest. W końcu w naszej kulturze istnieje domniemanie niewinności, prawda? Cały system opiera się na tym, że to winę trzeba komuś udowodnić, ergo: póki mi nie udowodnią, jestem niewinny i mogę się śmiać.

Żywot bananowy

Kiedyś pewna pracownica wyniosła z pracy kiść bananów. Wszystko się nagrało, więc ją pociągnęli do odpowiedzialności i wywalili. Broniła się zajadle: najpierw niby nie wiedziała, że nie wolno zabierać, później twierdziła, że nie kradła, bo owoce są przecież za darmo. Były za darmo, owszem, ale do jedzenia na zakładowej stołówce. Ona skubnęła całą kiść z magazynu. Czuła się do tego stopnia niewinna, że pozwała firmę do sądu. Nie spodobało jej się, że nazywano ją złodziejką tylko dlatego, że kradła.

Ciężko jest naprawić takie rzeczy. Bardzo ciężko. Gdy ktoś czuje się niewinny, ba, gdy jest przekonany, że przecież nie zrobił niczego złego, nie przekonamy go, że jest dokładnie odwrotnie. Nie mamy argumentów (czy też kart, jak mawiają niektórzy liderzy).

W Belgradzie wszędzie jest pełno śmieci. Poniekąd dociera to do świadomości niektórych tubylców: „Tak, wiem, że jest bardzo brudno, ale to wina rządu, bo obcięli fundusze i nie ma na sprzątanie”. Nie przychodzi nikomu do głowy, że nie jest to wina ani rządu, ani funduszy. Że wystarczy wrzucać śmieci do kosza, zamiast rzucać je na ziemię i od razu zrobi się czysto. Zrozumienie tego jest ciężkie, bo wymagałoby przejścia z kultury winy, na kulturę wstydu. Rodzice musieliby wytłumaczyć dzieciom, że pewne rzeczy są dobre, a inne są złe. I tych złych po prostu nie robimy, tak już jest i z tym się nie dyskutuje. Wtedy nie byłoby śmieci na ulicach. Nikt by nie kradł bananów z pracy. I nikt by Kalemu nie zabierał krów.

Piszę o tym wszystkim, bo

Widziałem niedawno, jak pewna kretynka, dla niepoznaki nazwijmy ją Hanna Z. (podobno aktorka, nie mnie oceniać), opowiada na Instagramie, jak to koleżanka zadzwoniła do niej z płaczem, bo odkryła, że jest zdradzana przez męża (historia jak z żurnala: 12 lat małżeństwa, dzieci, telefon mu przejrzała, bo ciągle na nim siedział i nawet do kibla z nim chodził). Hanna Z. ostro wypowiedziała się na temat zdrady i zwróciła się bezpośrednio do zdradzających, sugerując, że jeśli już zdradzają, to powinni robić to dyskretnie, żeby nikt się nie dowiedział, bo jak sprawa się rypnie, to zrani drugą stronę.

Rozumiecie, co ona proponuje?

Nie mówi, że świnia z ciebie, że źle zrobiłeś bydlaku i do końca swojego świniowatego życia będziesz miał moralną zgagę. Mówi, że jeśli robisz świńskie rzeczy, to rób je tak, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Taki swoiście pojmowany kodeks moralny. Kodeks Kalego.

Od napisania „W pustyni i w puszczy” minęło sto lat z okładem. Można by pomyśleć, że to wystarczająco długo, żeby udało się pokonać dystans dzielący homo od sapiens. Okazuje się, że nie wystarczyło. Ciągle słychać to, co słychać i widać to, co widać.

I wszyscy niezmiennie dziwią się, że jest, jak jest.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zatopieni w bursztynie

Lodowisko, basen, kawiarnia. Buty, kurtki, plecaki leżą odłożone byle gdzie. Nikt niczego nie pilnuje — bo nie musi. Z drobnej rodzinnej anegdoty rodzi się opowieść o świecie, który niektórzy bezpowrotnie utracili. Zaczyna się ona niewinnie i prowadzi w bardzo niewygodne miejsce — tam, gdzie bezpieczeństwo przestaje być oczywiste. Pod koniec świątecznych ferii, a trzeba wiedzieć, że są one tutaj długie (przynajmniej dla nas, bo zaczynają się „naszym” Bożym Narodzeniem, potem jest Nowy Rok i około siódmego stycznia jest prawosławny Božić, więc nasze dzieci wracają do szkoły w połowie miesiąca), poszliśmy z dziećmi na lodowisko. Bardzo chciały, bo nigdy nie jeszcze nie jeździły na łyżwach. Ja bardzo nie chciałem. Nie jeździłem na łyżwach ze czterdzieści lat, a z wiekiem spada zapotrzebowanie na szaleństwa. Czyli: bałem się, że połamię sobie nogi. Pojechałem, bo wszyscy chcieli, ale miałem zamiar albo trzymać się z dala od tafli, albo ślizgać się na butach. Niestety, okazało się, że na b...

Korona stworzenia

Rok minął odkąd kota mam. Nadszedł czas na małe podsumowanie, na zestawienie korzyści z tak zwanymi upierdliwościami. Spróbuję też odpowiedzieć na pytanie: ile kotom do ludzi i gdzie człowiekowi do kota. Korzyścią z posiadania kota jest samo jego obserwowanie. Jest to fascynujące zwierzę. Wprowadza do domu zamieszanie i pozytywną energię. Samo patrzenie na kota poprawia wszystkim domownikom humor. Miło jest widzieć, jak doskonale wpasował się w rodzinę i znalazł w niej swoje miejsce. Jest absolutnie niezależny; robi to, co chce i nie można go do niczego przymusić. Sam decyduje, gdzie śpi i do kogo się przytula i wyczuwa, gdy ktoś jest chory – zostawia wtedy wszystko i potrafi przeleżeć obok chorego cały dzień. Kot doskonale wie, jak bardzo go wszyscy lubią i potrafi to wykorzystać. To niezły cwaniak i taka już jego uroda. A jakie są negatywy? Sporo żre, więc trochę kosztuje, poza tym nasz akurat okazał się dość wybredny. Znaczenie terenu, czyli podsikiwanie początkowo nie było problem...

Czworocznica

Nawet nie zauważyłem, jak przeleciała mi koło nosa kolejna rocznica. Nie, nie mówię o Walentynkach, jako człowiek pochodzący z dość zamierzchłej epoki ciągle uważam, że to nie do końca moje święto (skończyło się na kupieniu pudełka czekoladek do podziału dla wszystkich, żeby nie było). Mówię o czwartej już rocznicy naszego przybycia do Serbii, rocznicy o tyle ciekawej, że gdy przybywaliśmy, nikt nie spodziewał się, że tak długo tu zostaniemy – mieliśmy przecież zmykać po trzech latach. Cztery lata. Kto by pomyślał. Cztery okrągłe rocznice to, jakby nie było, czterdzieści osiem miesięcznic. Albo dwieście osiem tygodnic. Można by też powiedzieć, że to dokładnie tysiąc czterysta sześćdziesiąt jeden dziennic (jeden rok był przestępny), ale lepiej głupich pomysłów nie podpowiadać tym, którzy są zwolennikami zbyt regularnego celebrowania, tym bardziej że nigdy nie robią tego za swoje. Dużo się wydarzyło, tak w sferze ogólnej, jak i indywidualnej. Ogólnej nie będę komentował, bo każdy inne me...

Wypoczyn

Wróciliśmy z wakacji. Jak wspominałem wcześniej, w tym roku gościł nas Sopot, czyli niekwestionowana perła Bałtyku. Fajne były wakacje. Trzy tygodnie zleciały bardzo szybko. Nawet nie trzy, bo przecież droga sporo zajmuje. Obliczyłem, że w obie strony siedziałem za kółkiem w sumie 48 godzin. Dużo, ale mimo wszystko było warto. Podróż samochodem z Belgradu do Sopotu, nawet z jednym noclegiem po drodze, to wyczyn. W dodatku z jakichś dziwnych powodów zajmuje o wiele dłużej, niż pokazuje Google Maps. W ogóle, według mnie, wakacje, jeśli jedzie się na nie z małymi dziećmi, to dla rodziców trochę koszmar. Zorganizuj wszystko, spakuj, upchaj w samochodzie, a potem jedź dwanaście godzin, gdy z tylnego siedzenia słyszysz tylko wrzaski, kłótnie i narzekanie, że tyle to trwa, bo małe nie patrzą na to, że jadą jako pasażerowie i tylko czekają, aż zatrzymasz się po drodze w McDonaldzie. Dalej jest tak samo. Wypakuj, ułóż w szafach i biegaj, dbaj, organizuj i płać za każdą fanaberię, zmieniaj im ga...

Puszka obfitości

Byliśmy niedawno świadkami zamieszek w Republice Południowej Afryki. Bilans zajść to ponad 200 zabitych, ponad 2000 aresztowanych, obrabowane centra handlowe, sklepy, zrujnowane biznesy i miliardowe straty. Bóg jeden wie ilu w sumie ludzi na tym ucierpiało. Wszystko zaczęło się od rzekomo pokojowych demonstracji. Protestowano przeciwko wsadzeniu do więzienia złodzieja i malwersanta. Osobnik ten był także byłym prezydentem i wsławionym bojownikiem o wolność naszą i waszą. Brzmi do pewnego stopnia znajomo, prawda? Należy się tylko cieszyć, że Polacy nie wychodzą na ulicę za każdym razem, gdy odkryjemy jakieś szwindle na wyższych szczeblach, bo już dawno zostałyby z nas zgliszcza i popioły. I niekoniecznie zostałby na dnie popiołu gwiaździsty dyjament, wiekuistego zwycięstwa zaranie. Kontynent konfliktów  Czarna Afryka ma długą i malowniczą historię bratobójczych walk. Cóż, a który kontynent i nacja ich nie ma? Nie nam oceniać. To, co działo się w Afryce, jest zjawiskiem bardzo specyf...