Przejdź do głównej zawartości

Wielki Skok


(krótki manifest historyczny)

Historycy twierdzą, że cywilizacja zaczęła się od rolnictwa.
Niektórzy twierdzą, że od ognia.
Inni – że od wynalezienia koła.

To wszystko bardzo wzruszające.
Ale prawda jest prostsza.

Cywilizacja zaczęła się od pierwszego udanego skoku.

Wyobraźmy sobie scenę sprzed kilku tysięcy lat. Mała grupa ludzi odkrywa pewien niezwykły sekret. Sekret nie polega na sile ani na sprycie w polowaniu. Sekret polega na opowieści.

Jeśli opowie się ludziom odpowiednio dobrą historię, zrobią dla niej prawie wszystko.

Można im powiedzieć, że ktoś został wybrany przez bogów. Można powiedzieć, że ktoś musi nosić koronę. Można powiedzieć, że ktoś musi zarządzać zbożem, ziemią, złotem i wszystkim pomiędzy.

A potem wystarczy tylko… pilnować skarbca.

Tak powstała pierwsza wersja Wielkiego Skoku.

Na początku był dość prosty. Kilka koron, kilka mieczy, trochę podatków. System jednak szybko się rozwijał. Okazało się bowiem, że ludzie nie tylko mogą oddawać swoje plony czy złoto. Mogą także oddawać dumę, lojalność i nadzieję.

To był moment przełomowy.

Kiedy ludzie wierzą w historię, zaczynają jej bronić.
A kiedy jej bronią, skarbiec pilnuje się właściwie sam.

Z czasem zmieniały się maski i dekoracje, a operacja stawała się coraz bardziej wyrafinowana. Zamiast prostych haseł pojawiły się wielkie słowa: honor, przeznaczenie, porządek świata, wyższe dobro. Historia była dopracowywana, poprawiana i opowiadana na nowo w każdym pokoleniu.

Korony zmieniały kształty.
Pałace zmieniały adresy.
Skarbiec pozostawał ten sam.

W pewnym momencie pojawiła się jeszcze lepsza sztuczka.

Zamiast mówić ludziom, co mają robić, można było pozwolić im wybierać tych, którzy będą opowiadać historię dalej. To rozwiązanie okazało się genialne. Publiczność zaczęła współtworzyć spektakl. Dyskutować o nim. Kłócić się o niego. A nawet walczyć w jego obronie.

Skarbiec nadal miał się znakomicie.

Najbardziej zdumiewające w tej historii jest jednak coś innego.

Wielu ludzi od dawna rozumie, że ogląda przedstawienie. Wiedzą, że dekoracje się zmieniają, aktorzy przychodzą i odchodzą, a scenariusz bywa poprawiany w ostatniej chwili.

A jednak przedstawienie trwa.

Publiczność wraca.
Bilety są sprzedawane.
Światła na scenie wciąż się zapalają.

Być może dlatego, że dobra historia jest jedną z najpotężniejszych rzeczy, jakie kiedykolwiek wymyśliła ludzkość. Potrafi budować miasta, wysyłać ludzi na oceany, a czasem także przekonywać miliony, że wszystko dzieje się dokładnie tak, jak powinno.

Czy więc Wielki Skok Na Kasę naprawdę trwa od tysięcy lat?

Oczywiście nie, bo gdyby było inaczej, ktoś już dawno by nam o tym powiedział.

To tylko absurdalna teoria, którą ktoś zapisał zbyt późno w nocy.

Historia ludzkości jest przecież prowadzona wyłącznie przez mądrość, dobro i bezinteresowność.

Tak przynajmniej głosi oficjalna wersja wydarzeń.

A oficjalne wersje — jak wiadomo — powstają bardzo starannie.

I czasem niebezpiecznie jest wątpić.

Udanego pierwszego kwietnia.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Korona stworzenia

Rok minął odkąd kota mam. Nadszedł czas na małe podsumowanie, na zestawienie korzyści z tak zwanymi upierdliwościami. Spróbuję też odpowiedzieć na pytanie: ile kotom do ludzi i gdzie człowiekowi do kota. Korzyścią z posiadania kota jest samo jego obserwowanie. Jest to fascynujące zwierzę. Wprowadza do domu zamieszanie i pozytywną energię. Samo patrzenie na kota poprawia wszystkim domownikom humor. Miło jest widzieć, jak doskonale wpasował się w rodzinę i znalazł w niej swoje miejsce. Jest absolutnie niezależny; robi to, co chce i nie można go do niczego przymusić. Sam decyduje, gdzie śpi i do kogo się przytula i wyczuwa, gdy ktoś jest chory – zostawia wtedy wszystko i potrafi przeleżeć obok chorego cały dzień. Kot doskonale wie, jak bardzo go wszyscy lubią i potrafi to wykorzystać. To niezły cwaniak i taka już jego uroda. A jakie są negatywy? Sporo żre, więc trochę kosztuje, poza tym nasz akurat okazał się dość wybredny. Znaczenie terenu, czyli podsikiwanie początkowo nie było problem...

Zatopieni w bursztynie

Lodowisko, basen, kawiarnia. Buty, kurtki, plecaki leżą odłożone byle gdzie. Nikt niczego nie pilnuje — bo nie musi. Z drobnej rodzinnej anegdoty rodzi się opowieść o świecie, który niektórzy bezpowrotnie utracili. Zaczyna się ona niewinnie i prowadzi w bardzo niewygodne miejsce — tam, gdzie bezpieczeństwo przestaje być oczywiste. Pod koniec świątecznych ferii, a trzeba wiedzieć, że są one tutaj długie (przynajmniej dla nas, bo zaczynają się „naszym” Bożym Narodzeniem, potem jest Nowy Rok i około siódmego stycznia jest prawosławny Božić, więc nasze dzieci wracają do szkoły w połowie miesiąca), poszliśmy z dziećmi na lodowisko. Bardzo chciały, bo nigdy nie jeszcze nie jeździły na łyżwach. Ja bardzo nie chciałem. Nie jeździłem na łyżwach ze czterdzieści lat, a z wiekiem spada zapotrzebowanie na szaleństwa. Czyli: bałem się, że połamię sobie nogi. Pojechałem, bo wszyscy chcieli, ale miałem zamiar albo trzymać się z dala od tafli, albo ślizgać się na butach. Niestety, okazało się, że na b...

Homo animalensis

Homo animalensis (definicja): Człowiek, który świadomie łamie zasady i działa z wygody, demonstrując absurd, chaos i zwierzęcą bezmyślność. Wszystko zaczyna się od tego, że dostałem maila od ludzi, którzy zajmują się zarządzaniem terenem, na którym w Anglii stoi mój dom. Administratorzy, którzy dbają o dzielnicę, drogi, oświetlenie i przycinanie krzaków, takie tam. W mailu zwracają się uprzejmie do mieszkańców. Otóż zauważono, że wielu ludzi parkuje na żółtych liniach albo na „terenach zielonych”. Uprasza się więc, aby parkowano tylko tam, gdzie się parkować powinno. Tyle. Dżentelmeńska umowa zawsze oznaczała obopólne zrozumienie i poszanowanie. Problem w tym, że ci ludzie piszą w taki dość staroangielski sposób, który już niekoniecznie obowiązuje. Moja ulica (ach, te piękne nazwy, jak z Hobbita, albo starych bajek, bo ja nie mieszkam na ulicy nikogo sławnego, ani tym bardziej zasłużonego – mieszkam w Leśnej Dolinie na Szczawiowym Stoku) to bardzo spokojne miejsce. Przynajmniej takie b...

W dniu urodzin życzę sobie

D zisiaj moje urodziny. Tak sobie siedzę i myślę. Nie martwi mnie spadająca z kalendarza kartka. Już nie. Zawsze warto jednak poświęcić moment na refleksję. Spojrzeć na rok za plecami i uśmiechnąć się to tego, który właśnie puka do drzwi. Niebo wolno dokądś płynie Stoisz w oknie z oczu płyną łzy Dziś są Twoje urodziny Tak czekałeś lecz nie przyszedł nikt Tak śpiewała kiedyś Edyta Bartosiewicz w piosence “Urodziny”. Bardzo fajna piosenka swoją drogą. Jak wyszła, byłem wtedy na drugim roku studiów. Pamiętam ją z różnych imprez. Stare, dobre czasy. Można sobie tutaj przeczytać tekst, jeśli ktoś chce, a tutaj posłuchać. Teraz są czasy nowe. Inne. Też dobre. Niebo dokądś tam sobie płynie. Ja w oknie nie stoję. Jakbym stanął, na pewno popłynęłyby mi łzy, bo mam teraz widok na niedokończony blok, który budują pewnie już od kilku lat, a końca ciągle nie widać. Nikt do mnie nie przyszedł, ale tu nie mogę mieć do nikogo pretensji, bo i nie spraszałem. Ja w ogóle rzadko spraszam. Z wiekiem male...

Rzym: La Cucina Romana

Co można zjeść w Rzymie? Praktycznie wszystko to, co w całych Włoszech i w większości miast świata. Podobnie, jak w każdym prawdziwie europejskim mieście. Oczywiście nikt nie jedzie do Rzymu po to, żeby zjeść chińszczyznę, czy schabowego, a Wieczne Miasto to więcej, niż tylko muzea i zabytki. Kuchnia włoska jest jedną z najbardziej znanych i popularnych na świecie. Czy słusznie? Cóż, kwestia gustu. Ktoś może powiedzieć, że to tylko makaron z sosem, albo placek z dodatkami upieczony w piekarniku. Wiem, różne są gusta. Robiłem ostatnio w domu coś z tortillą i powiedziałem do żony, że robią ludzie cuda z kuchni meksykańskiej, a to przecież tylko zwykły naleśnik… Tak samo można podejść do wszystkiego, bo przecież na przykład curry to taki gulasz, tylko z dodatkiem regionalnych przypraw i z czego robić hałas, gdy każda kultura na świecie ma swój rodzaj gulaszu? Wiele jest we Włoszech kuchni regionalnych i każda z nich ma swoją specyfikę. Kto coś wie o kuchni rzymskiej? Ja do niedawna niewi...