Przejdź do głównej zawartości

List do samego siebie na 1 stycznia

Drogi… no właśnie…

ciągu komórkowy o mojej twarzy,
przypadkowy spadkobierco mojego bałaganu,
organizmie, który jeszcze nie złożył wypowiedzenia –

piszę do ciebie, bo znów mamy 1 stycznia. Gratuluję. Przeżyłeś.
Nie wiem jak, nie wiem po co, ale jednak.

Za oknem fajerwerki, pokój pusty. Wszyscy poszli spać, choć niedawno przecież północ minęła, ot, szybkie świętowanie, kieliszek z szampanem, stuk, stuk, brzdęk, brzdęk, dobranoc, przytupu nie ma, bo i nikt go nie lubi, więc po co przytupywać? Tylko kot został. Leży na kanapie i się dziwnie gapi. A ja piszę, co następuje:

 SEKCJA I: INWENTARYZACJA ZNISZCZEŃ

Oto raport z roku poprzedniego, sporządzony w trybie sekcyjnym:

  • Utracono: 3 złudzenia, 1 długoterminowy plan, resztki nadziei na spokojne popołudnia.
  • Zdobyto: 4 nowe lęki, 2 nawyki autodestrukcyjne klasy premium oraz nieprecyzyjny ból lewego barku, który pojawia się, gdy próbujesz żyć.
  • Stan emocjonalny: przypomina lodówkę po świętach – coś w niej jest, ale lepiej tego nie jeść.
  • Stan psychiczny: waha się między „już po mnie” a „nie mam już na to czasu”.

Mózg, jak zwykle, pracował na trybie „kryzys ekonomiczno-duchowy”. Serce nie zgłaszało skarg, ale włos przerzedził się na czubku, tam, gdzie taka mała dziurka. Wątroba odmawiała współpracy, czasami nawet od środy do piątku. Wszystko w normie.

SEKCJA II: TEGO NIE ZROBIĘ W TYM ROKU

Nie mam zamiaru obiecywać ci bzdur.
Nie będziemy:

  • Wstawać o 5:00, chyba że do toalety.
  • Jeść zdrowo, chyba że przypadkiem.
  • Myśleć pozytywnie – to już robiliśmy i wyniki były niepokojące.
  • „Pracować nad sobą”, bo na tej budowie dawno zgubiono i łopatę, i taczki.

Za to obiecuję ci z całą nieodpowiedzialnością:

  • Będziemy zawodzić.
  • Będziemy odraczać decyzje do momentu, w którym staną się archeologiczne.
  • Będziemy udawać, że wiemy, co robimy, z tą samą gracją, z jaką robi to ludzkość od tysięcy lat.
  • Będziemy żyć. Nieładnie, nieprosto, nieoficjalnie – ale jednak.

SEKCJA III: KILKA BŁOGOSŁAWIEŃSTW O WĄTPLIWEJ WARTOŚCI

Niech cię w tym roku spotkają rzeczy dziwne, ale znośne:

  • Niech twoje wątpliwości wyrosną wreszcie na coś pięknego, najlepiej zębatego.
  • Niech twoje plany mutują w kierunkach, których nie przewidział Jackowski.
  • Niech twoja odwaga przyjdzie spóźniona, brudna i pijana – ale niech przyjdzie.
  • Niech smutek czasem odpuści, tylko po to, żeby zrobić ci miejsce na coś, co wygląda jak radość, ale nie straszy.
  • I niech twoje myśli choć raz w tygodniu zachowają się przyzwoicie.

SEKCJA IV: POUFNA NOTKA KOŃCOWA

A teraz, proszę, podejdź bliżej.
Przestań oddychać głośno.
To będzie szybkie.

Bo wiesz…

W tym wszystkim, w tej całej grotesce istnienia, w tym absurdzie, który rozciąga się jak guma do żucia przyklejona do trampka…
w tym całym nieogarnięciu, niedospaniu, w tych wszystkich małych porażkach, które zbierasz jak znaczki…

jedna rzecz jest stała:

Ja wciąż cię niosę.
Nie wymieniłem cię na nowszy model.
Nie zrezygnowałem z ciebie, chociaż, Bóg mi świadkiem, byłoby łatwiej.

Jesteś popękany, pogięty, czasem śmieszny, czasem żałosny, czasem po prostu zmęczony –
ale jesteś mój.

I dopóki mogę,
dopóki wstajesz, choćby krzywo,
dopóki wciąż chcesz być –

będę z tobą.

Nawet jeśli obaj nie mamy pojęcia, dokąd to wszystko zmierza.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Sztuczny inteligent

Dziś będzie odmiennie. Ostatnio wszyscy pytają o coś sztuczną inteligencję. Ludziom nie wystarczą już zwykłe wyszukiwarki. Bo oto AI, ich nowy bóg, nie tylko dla nich wyszukuje, ale podsuwa gotowe odpowiedzi. Nie trzeba więc się samemu wysilać. Pomyślałem więc, że też się tym razem nie wysilę. Zapytam, tak dla zabawy. Wiadomo, że sztuczna, tak zwana, inteligencja może się przydać do różnych spraw, ale lepiej traktować ją z przymrużeniem oka. Ta rzecz, moim zdaniem, wcale nie jest inteligentna. Jest to po prostu bardzo szybko liczący komputer z dostępem do ogromnej bazy danych. Narzędzie. Któremu daleko do inteligencji. Każdy, kto korzystał, wie, że AI czasami łże jak pies, że ciężko jej (mu? jemu? temu? onej osobie komputerowej?) przebić się przez nałożony kaganiec i często się po prostu myli. Przyparta zaś do muru mętnie tłumaczy, że logika nie jest jej najmocniejszą stroną… Nie chciałem zadawać pytania w stylu „ile mam gotować surowe jajko o wadze siedemdziesięciu jeden gramów, żeby ...

Majowe święto

1 Maja. Święto Pracy. Dodajmy dla jasności: międzynarodowe. Święto ludu pracującego miast i wsi. Niegdyś hucznie obchodzone, dziś wyśmiewane. Gdy tak zwana komuna poszła w las, wszystko, co z nią związane wsadzono do jednego worka, zawiązano i zaczęto obchodzić szerokim łukiem. PRL w Nowej Polsce śmierdzi zresztą do dziś. Częściowo słusznie, choć twierdzenie, że wszystko wtedy było złe, jest zwykłym kretynizmem. A 1 Maja? Jak to z nim właściwie jest? „ Siewodnia prazdnik maja w kraju radnom. Pust muzyka igrajet, a my spajom. My s krasnymi fłażkami idiom guliać. A pticy wmiestie s nami spajut apiać ”. Tak kiedyś śpiewał zespół Dezerter. Dziś, jeśli zapytać przeciętnego Polaka o 1 Maja pewnie odpowie, że jest to początek długiego weekendu. Prawdopodobnie najczęstszym skojarzeniem będzie grillowanie. Ja jestem z innej epoki. My w ogóle nie grillowaliśmy. Piekliśmy raczej kiełbasę na patyku albo ziemniaki w popiele. I może przez to 1 Maja kojarzy mi się inaczej. Prawdę powiedziawszy, całki...

Miłość w czasach wirusa

Jest koniec lutego 2021. Anglia ciągle kisi się w trzecim narodowym lockdownie. Szczepienia idą pełną parą i wszyscy mają nadzieję, że Czas Wirusa dobiega końca. Boris zapowiada zmniejszenie restrykcji. Oczywiście, nikt nie jest aż tak naiwny. Wirus zostanie z nami na zawsze. Ja myślę o tym, że zbliża się moja pierwsza rocznica. 23 marca 2020 opuściłem budynek, w którym pracuję i po raz pierwszy udałem się do domu na przymusowy time off . W poszukiwaniu tytułu.  Najpierw miałem zatytułować ten kawałek “Miłość w czasach zarazy”. Potem pomyślałem sobie, że to przesada. Nie dlatego, że zżynam. Prawdopodobnie niewielu pamięta tę książkę. Osobiście nie stawiam jej zresztą zbyt wysoko, choć sam tytuł jest świetny. Z tego samego autora w pełni trawię w zasadzie tylko wybitną “Sto lat samotności” (a propos tytułów: ten też jest świetny). Jakoś mi po prostu nie pasowało. Poza tym ktoś zaraz powie, że użyłem tytułu, żeby mieć więcej wyników w wyszukiwarce. Później chciałem nazwać ten tekst “...

Stado szaleńców

Napiszę dziś coś o wariatach. O niebezpieczeństwach. O głupcach. Napiszę też o zwierzętach, bo to wszystko się jakoś dziwnie łączy. Czemu niby nie porozmawiać o szaleństwie? Czemu nie zastanowić się, jak go wyeliminować? Wiecie, jak obecnie wygląda Polska? Mamy 460 posłów i 100 senatorów. To władza tak zwana ustawodawcza. Do tego dochodzi rząd i prezydent, czyli władza wykonawcza. W obecnym rządzie mamy ponad 100 ministrów i wiceministrów, do tego dochodzą jacyś dyrektorzy. Celowo nie wspominam reszty partyjniaków i administracji niższego szczebla, bo ci akurat niewiele mogą; są tylko po to, żeby wykonywać i wdrażać. Dlaczego o tym mówię? Bo to wszystko mniej niż tysiąc ludzi. W kraju, który liczy ponad trzydzieści siedem milionów. Załóżmy, że to mniej więcej trzy tysięczne procenta, mniej więcej. Niewiele, prawda? Mówi się też, że w Polsce jest około 200 tys. członków różnych partii politycznych. To mniej więcej pół procenta całości. Też jakoś tak mało. Dlaczego o tym mówię? Dlatego, ...

Homo animalensis

Homo animalensis (definicja): Człowiek, który świadomie łamie zasady i działa z wygody, demonstrując absurd, chaos i zwierzęcą bezmyślność. Wszystko zaczyna się od tego, że dostałem maila od ludzi, którzy zajmują się zarządzaniem terenem, na którym w Anglii stoi mój dom. Administratorzy, którzy dbają o dzielnicę, drogi, oświetlenie i przycinanie krzaków, takie tam. W mailu zwracają się uprzejmie do mieszkańców. Otóż zauważono, że wielu ludzi parkuje na żółtych liniach albo na „terenach zielonych”. Uprasza się więc, aby parkowano tylko tam, gdzie się parkować powinno. Tyle. Dżentelmeńska umowa zawsze oznaczała obopólne zrozumienie i poszanowanie. Problem w tym, że ci ludzie piszą w taki dość staroangielski sposób, który już niekoniecznie obowiązuje. Moja ulica (ach, te piękne nazwy, jak z Hobbita, albo starych bajek, bo ja nie mieszkam na ulicy nikogo sławnego, ani tym bardziej zasłużonego – mieszkam w Leśnej Dolinie na Szczawiowym Stoku) to bardzo spokojne miejsce. Przynajmniej takie b...