Przejdź do głównej zawartości

Saga o Robercie Lewandowskim

Polacy mają kilka zalet, którymi powinni się chlubić. Mają też niestety sporo narodowych wad, z których są szeroko znani. Mnie zdumiewa jedno. Ludzie, mający w sobie tak głębokie pokłady narodowej dumy jednocześnie nie potrafią docenić tego, co mają dookoła siebie. Szum medialny dotyczący przeprowadzki Roberta Lewandowskiego z Bayernu do Barcelony pokazuje to bardzo dokładnie.

Tak sobie czytam te wszystkie doniesienia o Robercie Lewandowskim i już nie wiem, kto tutaj jest głupi. Odkąd tylko pojawiły się pierwsze pogłoski o tym, że polski napastnik chce (albo musi?) opuścić Bayern, temat rozgrzewa wszystkich. Przynajmniej kilka artykułów dziennie na najbardziej popularnych portalach, wypowiedzi specjalistów oraz ludzi będących podobno najbliżej głównego bohatera całej sagi. Biedny “Lewy” prawdopodobnie sam nie wiedział, co się wokoło niego dzieje i nieraz był zaskoczony tym, co rzekomo powiedział. Media rządzą się jednak swoimi prawami i szczerze powiedziawszy Robert stał się trzecim medialnym hitem ostatnich miesięcy, zaraz obok wojny i oczywiście sytuacji w Polsce. I tak dzień w dzień, aż do znudzienia.

Polaków przywary

Polacy, jacy są, każdy widzi. Mamy wiele narodowych przywar, przynajmniej czterdzieści i cztery. Ja wymienię teraz tylko nieprawdopodobnie rozdmuchane ego, pogardę dla wszystkicj innych i - ta jest moja ulubiona - sranie na samych siebie. W tym akurat jesteśmy absolutnymi mistrzami świata.

Czytam to wszystko o Lewandowskim, dzień po dniu, tydzień po tygodniu i teraz on jest już w Barcelonie. Jest tam, gdzie chciał. Ubrał koszulkę Blaugrana, został oficjalnie przedstawiony i rozegrał cztery mecze w barwach nowej drużyny. Wszystko fajnie. Gdzie leży problem? Ano, jak zazwyczaj, w mentalności Polaków.

Poczytajmy artykuły o polskim napastniku. Potem poczytajmy komentarze pod nimi. Zatrważa ilość ludzi, którzy na Roberta Lewandowskiego plują. A po co, a dlaczego. A gdzie. Drewno z niego. Nie ma techniki. Cienki jest. Nigdy nie był dobry. Pręży się, a stary, a żylasty. Włosy farbuje. Pluje na Niemców, którzy go przygarnęli. Gastarbeiter i jeszcze z Żydami trzyma. Dla reprezentacji zrobił wielkie G. Dobry tylko do reklam. Promuje sam siebie. I jeszcze ta jego Ania. Bo Annie L., choć nie przeczę, że promuje się, gdzie tylko może, też się przy okazji nieźle dostaje.

Duma narodowa

Popatrzcie na inne narody. Wszyscy są z siebie dumni. Zazwyczaj ponad miarę. Anglicy, to mój ulubiony przykład. Dla przecietnego Brytyjczyka nie ma większego kraju na świecie. Uważają siebie za koronę stworzenia. Wszystko co brytyjskie, jest najlepsze i zawsze takie dla nich było i będzie. A co? Amerykanie są inni? Albo, nie przymierzając, Niemcy? A Ruscy, którzy po latach propagandy mają mózgi gładkie jak tafla lodowiska i ciągle wierzą tylko w wielkość Matuszki Rosiji? A Francuzi? Turcy? Grecy? A Serbowie, kórzy dumnie przyklejają na wszystkim nalepki IZ SERBIJA? Ludzie chwalą swoje sery, wina, krzyczą o swoich narodowych potrawach, jak ci nieszczęśni Ukraińcy o barszczu, który nawet taki dobry nie jest, bo nasz, zwykły, polski, jest o niebo lepszy? A co robią Szwedzi z IKEA? Przez to teraz każdy na świecie myśli, że meatballsy to szwedzki wynalazek.

Każdy normlany naród chwali się tym, co ma. Uważa to za najlepsze. I to jest normalne. Jedynie Polacy robią inaczej. Dla nas lepsze jest to, co przyszło z zagranicy. Zawsze tak bylo, bo tak nam mózgi zrypało pięćdziesiąt lat galopującego socjalizmu. Do teraz uważamy, że co nasze, to jest “be”. Byle dureń ze szkołą w Anglii jest u nas stawiany wyżej, niż chłopak, który skończył rodzimy uniwersytet. Bo to “manager” z Zachodu. Niestety ci, którzy w swoich własnych głowach czują się gorsi, próbują czasem poczuć się więcej warci przez zaniżanie dokonań innych.

Na olimpiadzie w finale biegnie dziewczynka z Anglii. Przychodzi siódma. I co? Jest z tego powodu tak szczęśliwa, że aż płacze. Co więcej, cały naród płacze razem z nią. Bo przyszła siódma. Na olimpiadzie, a to jest coś. Angielscy piłkarze walczą i zazwyczaj przegrywają. Ale walczą i kibice, którzy zawsze chcą więcej, są jednak z tego dumni. Dziękują. Za emocje, za wysiłek. Polacy rzadko dziękują za cokolwiek. Przeważnię są bardziej zajęci opluwaniem. Pamiętacie Małysza? Też był dobry. Przez jakiś czas. Później zaczęło się dogadywanie. Sport jest niesamowitym nośnikiem narodowej kultury, ale my, Polacy, nie potrafimy się cieszyć z sukcesów naszych sportowców. Bardziej cieszy nas, kiedy możemy im dokopać.

Robert L

Męczy mnie stagnacja, bo prowadzi donikąd. Lubię tych, którzy coś robią. Obojętnie, czy piszą, malują, tworzą poezję. Albo filmy na YouTube. Lubię ludzi, którym się chce. Bo żeby coś zrobić, trzeba przysiąść fałdy i po prostu to zrobić. Łatwo jest nie robić nic i tylko trwać, dlatego tym większy szacun dla tych, którzy realizują się po swojemu. Ikebana? Origami? Sadzenie pomidorów? Pieczenie chleba? Jaka różnica, jeśli ktoś robi to, co lubi?

Robert Lewandowski ma to szczęście, że robi to, co lubi. W dodatku świetnie na tym zarabia. Czasami gra w reklamach (nieraz to wytykano), przeważnie jednak gra na boisku. Potrafi to robić. Ludzie go oglądają i gdy jest dobrze, klaskają. Gdy idzie gorzej: “patałach”. “To zrobił, tego nie zrobił. Ja zrobiłbym lepiej”. Strasznie mnie to wk…a. Cenię tych, co coś robią ponad tych, co tylko siedzą i kłapią. Lepiej bym zagrał. To idź i zagraj. Lepiej bym zaśpiewał, nakręcił, lepiej bym się bił niż ten Gołota. To idź i zrób, wyjdź na ring. Każdy potrafi gadać, szczególnie przy wódce. To jest proste. Po co krytykujesz, jeden z drugim? Rusz dupę ze stołka i pokaż, jak to się robi.

Robert Lewandowski to dobijak. Takie komentarze są wszędzie. I wiecie co? Robert jest dobijakiem. Taka jego uroda, bo są różne typy napastników. Robert to nie jest Messi. Sam wiele nie zrobi. Nie Ronaldo, który, za najepszych lat potrafił sam wygrać mecz. Robert, to Robert. Najlepiej czuje się w roli dobijaka. I robi to dobrze. A pamiętacie Emilio Butragueño? Zwanego “Sęp pola karnego”?

Robert Lewandowski jest sępem. Jest tam, gdzie ma być i wtedy jest skuteczny. Lewandowski, moi państwo, potrafi grać. Gdyby nie potrafił, nie trzymali by go tak długo w Monachium. Tyle tylko, że na dobijaka musi grać drużyna. Co wcale nie wpływa negatywnie na ocenę owego dobijaka. Świadczy tylko o tym, że trener wie, kim dysponuje. Xavi ma teraz twardy orzech do zgryzienia. Lewandowski nigdy nie będze przydatny dla drużyny, jeśli drużyna nie będzie grała na niego. Barcelona jest pełna indywidualistów. Jeśli Lewandowski siądzie na ławce, już z niej nie wstanie. Pierwsze trzy mecze bez gola, potem trafienie w starciu z mało znaną drużyną. Ależ on ma teraz presję. Ludzie! Dajcie mu spokój. Przestańcie się wreszcie czepiać.

Polski piłkarz

Robert Lewandowski to najbardziej utytułowany polski piłkarz. Zgadzacie się, czy nie? Niech sobie każdy sam sprawdzi. A w Barcelonie? Ile jest na świecie takich drużyn, gdzie każdy chciałby grać? Ilu polaków wcześniej kopało piłkę w FC Barcelona? Ilu Polaków wygrało Ligę Mistrzów? Ilu zdobyło tytuły Piłkarza Roku UEFA i FIFA? Złote Buty? To powiedzcie mi, powinniśmy się cieszyć czy płakać? Kiedy będziemy znowu mieli takiego piłkarza? Za następne 20 lat? Polska reprezentacja to wyrobnicy. Sami nic nie strzelą i niedaleko zajdą. Mamy dobijaka na światowym poziomie. Szczerze, bo Barcelona by nie kupiła byle ciula. Wykorzystajmy go. Niech każdy gra tylko na niego, dwiadzieścia pilek w meczu. I on wtedy strzeli tego jednego gola. Tego, którego nam wszystkim potrzeba.

Swego nie znacie

Ludu znad Wisły, obudź się! Polska to przepiekny kraj. Jest predystynowany do wielkości. Położony w najlepszym miejscu w Europie. Prawie 37 milionów mieszkańców. Żyzne ziemie, bogactwa naturalne. Stać nas na to, żeby się nikomu nie kłaniać. Jako kraj, możemy się sami wyżywić i sami zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne. Inni to wiedzą. Od tysiąca lat nasi sąsiedzi chcą nas podbić. Nie musimy być od nikogo zależni. Nie musimy się wyprzedawać ani nikomu wysługiwać. Mamy w sobie ogromną dumę narodową, więc dlaczego jej nie wykorzystujemy? Dlaczego plujemy na to, co u nas dobre? Co komu zawinił Lewandowski? Każdy kraj zabiega o swoje, a my się wiecznie klócimy. Ludzie, którzy żyjecie w Polsce! Tyle macie dookoła siebie fajnych rzeczy. Rozejrzyjcie się tylko.

Wiecie, co to jest czekolada Cadbury? Super smaczna? To jest coś, co nigdy nie powinno leżeć na tej samej półce z wyrobami polskiego Wedla! Polskie wędliny? Przepraszam, ale nigdzie na świecie podobnie dobrych nie widziałem. Chleb. Sam piekę chleb na zakwasie, wiem, o czym mówię. Nikt na świecie nie ma takiego smacznego chleba jak polski. Francuski, Włoski? Hehe, do szafy. W Polsce rzeczy ciągle smakują tak, jak powinny. Pomidor, ogórek, śliwka. Powidła. Cieszmy się z tego co mamy i brońmy to, co nasze. Nie patrzmy na innych. Brońmy Roberta, bo nasz, tak samo jak nasz był Papież i nasz był Jezus, bo każdy wie, że Jezus był Polakiem, a jego babiczka pochazi z Chrzanowa. Bądźmy dumni z tego, kim jesteśmy i nigdy nie plujmy na samych siebie. Nie warto.

Kiedy się to skończy

Nie wiem, czy da się coś takiego szybko wyleczyć. Przykład idzie z “góry”, a elit w naszym kraju obecnie nie mamy. To od kogo mamy się uczyć? Od celebrytów, którymi pasą nas media? Ja tam cieszę się, że jestem Polakiem i zawsze otwarcie o tym mówię. I co słyszę? Nieważne, od Greka, Turka czy Serba? Aaa, Polska. Pierogi. Kraków. Lewandowski.

Pod artykułem, z którego wziąłem zdjęcie była jak zwykle moc treściwych komentarzy. Na pierwszych osiem, siedem dość mocno i dosadnie dowalało Robertowi. Oraz jego żonie. Zawiść i głupota narodowa Polaków zdają się nie mieć granic. Mamy już poza sobą oficjalną prezentację Polaka w Barcelonie. Hiszpanie zgotowali mu tam huczne powitanie. Mamy za sobą debiut Lewandowskiego na Camp Nou. Nasz napastnik strzelił tam swojego pierwszego gola i zaliczył dwie asysty, czym trochę przytarł nosa niektórym narzekającym. W dodatku gol (wbrew komentarzom) był całkiem niezły, techniczny. Spodziewałem się kolejnej lawiny, ale nieco przycichło. Jest masa pozytywnych komentarzy, podziękowań i oczywiście trochę błota, ale zmieniła się tego błota konsystencja.

“Zobaczymy jak z reprezentacja na Mundialu bedzie gral”
“Strzelił gola trampkarzom i to tylko 1. Haha”
oraz
“Z cieniasami zawsze strzelał”

To, jak na zwyczajowe mięso całkiem delikatnie. Pojawiło się też sporo komentarzy o tym, że przeciwnik wyjątkowo cienki i że Robert pośród kolegów z drużyny wyglądał jak ich dziadek.

Saga trwa

Swoją drogą, każdy ma już tego trochę dość. Dwa dni po debiucie na głównej stronie znanego portalu dziewięć artykułów o Lewandowskim. Ja nie wiem, to nie ma już zupełnie o czym pisać? Czy też on takim ważnym tematem jest? A może sam sponsoruje te wszystkie artykuły, podsycając zainteresowanie? Saga trwa, choć zainteresowanie jednak spada. Zwyczajnie, znudziło się. Nawet poziom nienawiści w komentarzach trochę jakby zelżał. Widocznie ludzie się wypompowali. Rzucają teraz błotem gdzie indziej, choć wiem, że wrócą. Na pewno wszyscy z zainteresowaniem będziemy śledzić dalsze losy “Lewego” w Barcelonie i nie bez dreszczyku emocji będziemy oglądać mecze katalońskiego klubu. Nie wiem jak poradzi sobie Lewandowski, ale cokolwiek zrobi, będzie to sporym polem do popisu dla tych, którzy lubią pluć. Taka nasza narodowa natura.

Cytat. Nieistotne skąd. 


ー A ciebie co bardziej cieszy? Jak sobie kupisz nowy samochód, czy jak sąsiadowi ukradną? 

ー Jak sąsiadowi ukradną.


Amen.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zatopieni w bursztynie

Lodowisko, basen, kawiarnia. Buty, kurtki, plecaki leżą odłożone byle gdzie. Nikt niczego nie pilnuje — bo nie musi. Z drobnej rodzinnej anegdoty rodzi się opowieść o świecie, który niektórzy bezpowrotnie utracili. Zaczyna się ona niewinnie i prowadzi w bardzo niewygodne miejsce — tam, gdzie bezpieczeństwo przestaje być oczywiste. Pod koniec świątecznych ferii, a trzeba wiedzieć, że są one tutaj długie (przynajmniej dla nas, bo zaczynają się „naszym” Bożym Narodzeniem, potem jest Nowy Rok i około siódmego stycznia jest prawosławny Božić, więc nasze dzieci wracają do szkoły w połowie miesiąca), poszliśmy z dziećmi na lodowisko. Bardzo chciały, bo nigdy nie jeszcze nie jeździły na łyżwach. Ja bardzo nie chciałem. Nie jeździłem na łyżwach ze czterdzieści lat, a z wiekiem spada zapotrzebowanie na szaleństwa. Czyli: bałem się, że połamię sobie nogi. Pojechałem, bo wszyscy chcieli, ale miałem zamiar albo trzymać się z dala od tafli, albo ślizgać się na butach. Niestety, okazało się, że na b...

Czworocznica

Nawet nie zauważyłem, jak przeleciała mi koło nosa kolejna rocznica. Nie, nie mówię o Walentynkach, jako człowiek pochodzący z dość zamierzchłej epoki ciągle uważam, że to nie do końca moje święto (skończyło się na kupieniu pudełka czekoladek do podziału dla wszystkich, żeby nie było). Mówię o czwartej już rocznicy naszego przybycia do Serbii, rocznicy o tyle ciekawej, że gdy przybywaliśmy, nikt nie spodziewał się, że tak długo tu zostaniemy – mieliśmy przecież zmykać po trzech latach. Cztery lata. Kto by pomyślał. Cztery okrągłe rocznice to, jakby nie było, czterdzieści osiem miesięcznic. Albo dwieście osiem tygodnic. Można by też powiedzieć, że to dokładnie tysiąc czterysta sześćdziesiąt jeden dziennic (jeden rok był przestępny), ale lepiej głupich pomysłów nie podpowiadać tym, którzy są zwolennikami zbyt regularnego celebrowania, tym bardziej że nigdy nie robią tego za swoje. Dużo się wydarzyło, tak w sferze ogólnej, jak i indywidualnej. Ogólnej nie będę komentował, bo każdy inne me...

Korona stworzenia

Rok minął odkąd kota mam. Nadszedł czas na małe podsumowanie, na zestawienie korzyści z tak zwanymi upierdliwościami. Spróbuję też odpowiedzieć na pytanie: ile kotom do ludzi i gdzie człowiekowi do kota. Korzyścią z posiadania kota jest samo jego obserwowanie. Jest to fascynujące zwierzę. Wprowadza do domu zamieszanie i pozytywną energię. Samo patrzenie na kota poprawia wszystkim domownikom humor. Miło jest widzieć, jak doskonale wpasował się w rodzinę i znalazł w niej swoje miejsce. Jest absolutnie niezależny; robi to, co chce i nie można go do niczego przymusić. Sam decyduje, gdzie śpi i do kogo się przytula i wyczuwa, gdy ktoś jest chory – zostawia wtedy wszystko i potrafi przeleżeć obok chorego cały dzień. Kot doskonale wie, jak bardzo go wszyscy lubią i potrafi to wykorzystać. To niezły cwaniak i taka już jego uroda. A jakie są negatywy? Sporo żre, więc trochę kosztuje, poza tym nasz akurat okazał się dość wybredny. Znaczenie terenu, czyli podsikiwanie początkowo nie było problem...

Piętnasty patrzy z kąta

Monolog zapomnianego dnia w brudnym świetle listopada. Oficjalnie to tylko kolejny dzień w kalendarzu. Nieoficjalnie — zapomniany lokator czasu, który od lat obserwuje, jak inne daty tańczą na jego ciszy. Nikt nie bije mu braw, ale wszyscy przechodzą przez niego. A on czeka. I pamięta. MONOLOG PIĘTNASTEGO Siedzę w kącie kalendarza jak nieudany lokator, jak plama po kawie, której nikt już nie próbuje zetrzeć. Piętnasty Listopada. Bez bohaterów, bez katastrof, bez nachalnej świętości. Nikt nie celebruje mojego istnienia — może poza tym jednym gołębiem, który zdechł pod przystankiem. Nic, tylko stęchłe powietrze, mokra kurtka i ktoś, kto znowu zapomniał wyrzucić śmieci. Pachnę tanim papierosem i cichą rezygnacją. Jedenasty znów urządza karnawał na grobach. Wciąga historię za włosy, pudruje jej kości i każe tańczyć walca w rytm werbli, o które nikt nie prosił. Flagami wachluje trupy, a orkiestra duchów gra hymn na pękniętych żebrach. Dwunasty przeżuwa wspomnienia po spadających gwiazdach j...

Wypoczyn

Wróciliśmy z wakacji. Jak wspominałem wcześniej, w tym roku gościł nas Sopot, czyli niekwestionowana perła Bałtyku. Fajne były wakacje. Trzy tygodnie zleciały bardzo szybko. Nawet nie trzy, bo przecież droga sporo zajmuje. Obliczyłem, że w obie strony siedziałem za kółkiem w sumie 48 godzin. Dużo, ale mimo wszystko było warto. Podróż samochodem z Belgradu do Sopotu, nawet z jednym noclegiem po drodze, to wyczyn. W dodatku z jakichś dziwnych powodów zajmuje o wiele dłużej, niż pokazuje Google Maps. W ogóle, według mnie, wakacje, jeśli jedzie się na nie z małymi dziećmi, to dla rodziców trochę koszmar. Zorganizuj wszystko, spakuj, upchaj w samochodzie, a potem jedź dwanaście godzin, gdy z tylnego siedzenia słyszysz tylko wrzaski, kłótnie i narzekanie, że tyle to trwa, bo małe nie patrzą na to, że jadą jako pasażerowie i tylko czekają, aż zatrzymasz się po drodze w McDonaldzie. Dalej jest tak samo. Wypakuj, ułóż w szafach i biegaj, dbaj, organizuj i płać za każdą fanaberię, zmieniaj im ga...