I po wakacjach. A skoro po, to i pora na małe podsumowanie. Czyli… Fajnie było. Jak to na wakacjach. Spokój, beztroska. Nie trzeba się niczym martwić, nigdzie spieszyć. Największe problemy to gdzie iść i co zjeść. Poza tym sielanka. Polskie morze ma jednak swój urok. Nie wiadomo, na czym on naprawdę polega. Zimne, kurka, no zimne jest. Człowiek, który zakosztował Karaibów, Meksyku, Tajlandii, czy choćby Chorwacji i Grecji, gdzie woda jest jak ciepła zupka, może mieć dosyć rozchwiane oczekiwania. Tym bardziej, o dziwo, pozytywne zaskoczenie. Bałtyk jest zimny, ale fajnie jest w nim pływać, bawić się, czy po prostu taplać na falach. Bardzo orzeźwiające doświadczenie. I przyjemne. Prawdopodobnie przez kontrast zimnej wody i cieplejszego „poza wodą”, którego w cieplejszych morzach nie uświadczysz. Choć z zachwytami bym nie przesadzał, bo polskie lato jest jednak specyficzne i sześć dni słonecznego plażowania na trzy tygodnie pozostawia lekki niedosyt. Zresztą jak nie ma super pogody ludzie...
Absurd to rzeczywistość. Absurd to codzienność. Absurd to życie. Nasze życie jest absurdalne. Nie dlatego, że nie ma sensu. Dlatego, że nie potrafimy tego sensu dostrzec. Gramy w gry wymyślone przez innych. Śnimy czyjeś sny, bo nie chcemy śnić własnego. Nie lubimy absurdu, ale nie walczymy z nim. Próbujemy go obłaskawić. A potem budzimy się, zdziwieni, że każdy dzień wygląda tak samo.