Przejdź do głównej zawartości

Czas na zmiany

Czas na zmiany. Dosłownie i w przenośni. Sporo się u mnie teraz dzieje. Czasami nie ogarniam. Zacząłem tego bloga w określonym celu i miałem plan. Niestety, życie zazwyczaj weryfikuje nasze plany. Często w dość bolesny sposób.

Przyznam, że ostatnio zaniedbuję pisanie. Publikowanie nowych postów przychodzi mi z coraz większym trudem. Dlaczego? Otóż, jak już wspomniałem, sporo się dzieje. Gdy za dużo na talerzu, czasami ciężko zdecydować, co dziabnąć najpierw. Początkowo miałem pisać jeden artykuł na miesiąc, co i tak wydawało mi się za mało, a tymczasem słabo się wyrabiałem. Zacząłem kilka innych rzeczy i czasu po prostu zabrakło. Życie, dzieci, praca, pisanie kilku rzeczy na raz, absorbujący kurs w collegu, wszystko to pięknie, ale kiedy to wszystko robić? Skończyło się na tym, że na pisanie zostały mi dwie marne godziny nocne, zwykle od północy do drugiej nad ranem, co zaowocowało chronicznym niedospaniem. Efekt? Marny.

Typowa ryba 

Ten blog do moje dziecię. Zasługuje na więcej i postanowiłem dać mu więcej. Tak samo jak w życiu. Moje dzieci zasługują na więcej, więc postanowiłem dać im więcej, w dwójnasób, ilościowo i jakościowo. Od dłuższego już czasu stałem na rozdrożu i nie mogłem się zdecydować. Jestem typową Rybą. Tak źle i tak niedobrze. Stabilizacja, kontra wyzwanie. Stare i sprawdzone, kontra nowe i ekscytujące. Być, kontra mieć. A potem samo zaczęło się jakoś układać, klocek do klocka, jedna myśl do drugiej. Odchodzę z pracy. Wszystko obmyśliłem. Dałem już wypowiedzenie. Zaczynam coś zupełnie nowego, innego. W tym samym czasie (zbieg okoliczności?) moja żona, która już od dawna miała ochotę zmienić ilość na jakość, dostała propozycję z gatunku tych, którym odmawia tylko głupek. Wygląda na to, że nasze życie stanie na głowie. Dosłownie, i bardzo szybko. Cieszymy się, widząc co do nas idzie. Szczerzymy zęby. Zmiana krzesła jest potrzebna, szczególnie wtedy, gdy stare gniecie cię z dupę. 

Zmiana formuły 

Mojemu blogowi potrzebna jest zmiana formuły. Póki co, nie mogę utrzymać tempa w pisaniu dłuższych rzeczy, będę więc pisał rzeczy krótsze. Za to częściej. Od tej pory wyraźnie rozgraniczam dłuższe i bardziej wymowne w treści artykuły, od krótszych i lżejszych postów. Dłuższa forma jest niezbędna, bo niesie przesłanie, ale na świecie tyle się dzieje, że łatwo przegapić coś istotnego. Krótsza forma to szybki komentarz, malutki włosek, który wpada ci za kołnierz po strzyżeniu i dręczy przez resztę dnia. Czy jest potrzebna? Na pewno. Niektórym przypomni, że trzeba się wykąpać.

Mam około 50 obmyślonych artykułów. Rok, gdyby pisać jeden na tydzień. Cztery lata, gdyby pisać jeden na miesiąc. Niby nieźle, tylko gdzie tu miejsce na wszystkie nowe pomysły, tematy, wygłupy?

Czas na zmiany.

Życie wybiega poza nawias. Zmienia się. Przeprowadzamy się całą rodziną.

Kto zgadnie, gdzie?




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

List do samego siebie na 1 stycznia

Drogi… no właśnie… ciągu komórkowy o mojej twarzy, przypadkowy spadkobierco mojego bałaganu, organizmie, który jeszcze nie złożył wypowiedzenia – piszę do ciebie, bo znów mamy 1 stycznia. Gratuluję. Przeżyłeś. Nie wiem jak, nie wiem po co, ale jednak. Za oknem fajerwerki, pokój pusty. Wszyscy poszli spać, choć niedawno przecież północ minęła, ot, szybkie świętowanie, kieliszek z szampanem, stuk, stuk, brzdęk, brzdęk, dobranoc, przytupu nie ma, bo i nikt go nie lubi, więc po co przytupywać? Tylko kot został. Leży na kanapie i się dziwnie gapi. A ja piszę, co następuje:  SEKCJA I: INWENTARYZACJA ZNISZCZEŃ Oto raport z roku poprzedniego, sporządzony w trybie sekcyjnym: Utracono: 3 złudzenia, 1 długoterminowy plan, resztki nadziei na spokojne popołudnia. Zdobyto: 4 nowe lęki, 2 nawyki autodestrukcyjne klasy premium oraz nieprecyzyjny ból lewego barku, który pojawia się, gdy próbujesz żyć. Stan emocjonalny: przypomina lodówkę po świętach – coś w niej jest, ale lepiej tego nie jeść. Sta...

O Bestiach

Miałem napisać kilka rzeczy. Mniejszych, szybszych. Zbiera się tego ciągle, wystarczy radio rozkręcić i sypią się tematy. Głupota goni głupotę i już nie wiadomo, gdzie patrzeć, żeby trochę normalności złapać. Miałem napisać o dziwnym artykule pod tytułem „ Bestia pełznie do Białego Domu ”. Po zdjęciu (Putin ściska rękę Trumpowi) od razu wiedziałem, co to będzie. Zaciekawiło mnie trochę, że autor zaczyna od wiersza Yeatsa (co prawda cytując dość luźno wybrane fragmenty). Przeczytałem dwa razy. Rzadkiej urody głupoty. I tak sobie myślę, siedzi sobie jakiś pacan i pisze. O bestii pełzającej, o propagandzie Kremla. O sojuszu zawartym nad grobem Ukrainy. Nad jakim grobem, myślę sobie? Ukrainy już nie ma. Już była grobem, jak od Amerykanów pieniądze wzięła i zafundowała sobie majdan. Najpierw oligarchowie wszystko zagarnęli, a teraz wszystko wykupili zagraniczni. Nic już nie mają swojego. Nawet ziemia już nie należy do nich, tylko do wielkich korporacji. Trochę podobnie jak u nas. Kurcze, ty...

Kup pan gadżet

Coraz bardziej pogrążamy się w cywilizacji gadżetów. Reklamy, apki i szum informacyjny stały się naszą codziennością. Wszyscy nam mówią, co musimy mieć, bo bez tego ani rusz. Coraz mniej rzeczy robimy samodzielnie. Człowiek, ale tak sam z siebie, już prawie nic nie wie. Nawet pamięć okazuje się zbędna, bo zawsze można wszystko sprawdzić. Szedłem ostatnio przez park i zobaczyłem tam kobietę. Biegaczkę (nie mylić z biegunką), czyli kobietę biegnącą. A raczej biegającą, bo ona nie biegła gdzieś, tylko biegła tak sobie. Kobieta była ubrana w mocno obcisłe, dwuczęściowe wdzianko koloru czarnego: legginsy i koszulkę bez rękawów. Całe szczęście, że trafiła ze strojem, bo była dość szczupła. Obecnie sporo ludzi, osobliwie kobiet, ma zwyczaj ubierania się niestosownie do okoliczności i do własnych predyspozycji fizycznych, jakby koniecznie trzeba było innych przekonywać, że oto „akceptuję siebie taką, jaką jestem i jestem z tego dumna”. Zawsze zastanawia mnie obcisły strój biegających. Po co im...

Opowieści nienachalne: Paweł i Gaweł 2.0

Dziś w cyklu „Opowieści nienachalne” zapraszam na odrobinę klasyki, choć w nowym, uwspółcześnionym wydaniu. Będzie to odświeżona i dopasowana do nowej rzeczywistości wersja wierszowanej bajki Aleksandra Fredry „Paweł i Gaweł”, słusznie uznawanej za kanon polskiej literatury dziecięcej. Wersja oryginalna Paweł i Gaweł w jednym stali domu, Paweł na górze, a Gaweł na dole; Paweł, spokojny, nie wadził nikomu, Gaweł najdziksze wymyślał swawole. Ciągle polował po swoim pokoju: To pies, to zając - między stoły, stołki Gonił, uciekał, wywracał koziołki, Strzelał i trąbił, i krzyczał do znoju. Znosił to Paweł, nareszcie nie może; Schodzi do Gawła i prosi w pokorze: „Zmiłuj się waćpan, poluj ciszej nieco, Bo mi na górze szyby z okien lecą”. A na to Gaweł: „Wolnoć, Tomku, W swoim domku”. Cóż było mówić? Paweł ani pisnął, Wrócił do siebie i czapkę nacisnął. Nazajutrz Gaweł jeszcze smacznie chrapie, A tu z powały coś mu na nos kapie. Zerwał się z łóżka i pędzi na górę. Stuk! Puk! - Zamknięto. Spogl...

Świat wielowarstwowy

Oto mamy świat, w którym codziennie nas straszą. Media karmią lękiem, polityka podsyca psychozę, a my – zajęci przetrwaniem – tracimy zdolność logicznego myślenia. PIERWSZA WARSTWA Na początku proponuję popatrzeć na to. Wklejam link . Dobrze by też było skopiować sam tekst, bo rzeczy w internecie mają dużą łatwość znikania, ale jest za długi (zresztą to tylko fragment, bo reszta tekstu dostępna po opłaceniu subskrypcji). Wkleję tylko kilka fragmentów, jakby co, jakby coś znaczy poznikało… „Straszą nas każdego dnia.  [...]  Histeria to mało powiedziane, to jest psychoza wojenna.  [...]  Włącza pan telewizor i co? Czuje pan wojnę? I wojenną propagandę? – Jak tylko wcisnę guzik, swąd po pokoju się roznosi, zapach prochu, amunicji, trupa i czego tam jeszcze. Histeria to mało powiedziane, to jest psychoza wojenna. Dziwna mieszanka – owszem, dziennikarze autentycznie się nakręcają, powrócił jakiś rodzaj oszołomstwa, dawno przecież wyśmianego. To bardzo widoczne w ich reakc...