Środek czerwca. Dzieci praktycznie skończyły szkołę. To znaczy, mają jeszcze tydzień, ale zwyczajowo jest to wycieczka, kończąca rok. Wycieczka nie jest obowiązkowa. Kto jedzie, jedzie. Kto nie chce, zostaje w domu. Dosłownie, bo szkoły wtedy nie ma. Dzieci wracają do szkoły w ostatni dzień. Właściwie nawet nie jest to dzień – dostają świadectwa i o dwunastej już wychodzą na wolność. W tym samym momencie wolność rodziców obumiera. Moje nie jeżdżą na czerwcowe wycieczki. Próbowały, nie podobało się. Z różnych powodów. Dla mnie jest to zysk, bo te wycieczki są ogromnie przepłacone, ale też i strata, bo mam dziatwę w domu. Nie będę narzekał, bo nie ma na co. Kocham moje dzieci. Dlatego właśnie nie usłyszycie ode mnie słowa skargi. Usłyszycie tylko ciszę. Bo tego będzie mi najbardziej brakowało przez ponad dwa miesiące. Cisza. Jedna z najpiękniejszych rzeczy na świecie. W ciszy można sobie spokojnie posiedzieć, patrząc przed siebie i ruszając swobodnie palcami u stóp. Można usłyszeć ...
Absurd to rzeczywistość. Absurd to codzienność. Absurd to życie. Nasze życie jest absurdalne. Nie dlatego, że nie ma sensu. Dlatego, że nie potrafimy tego sensu dostrzec. Gramy w gry wymyślone przez innych. Śnimy czyjeś sny, bo nie chcemy śnić własnego. Nie lubimy absurdu, ale nie walczymy z nim. Próbujemy go obłaskawić. A potem budzimy się, zdziwieni, że każdy dzień wygląda tak samo.