Ponieważ za kilka dni wyruszam do Wenecji, będzie o Wenecji. Tylko trochę inaczej. Wenecja to miasto, które ktoś postawił na bagnach, a potem jego mieszkańcy przez kilkaset lat robili wszystko, żeby udowodnić, że to był dobry pomysł. Zamiast przenieść się na ląd, Wenecjanie wbili w dno tysiące drewnianych pali, zbudowali na nich pałace, zaczęli organizować bale i udawać, że wszystko jest cacy. To mniej więcej tak, jakby ktoś zbudował całe miasto na mokrej gąbce, a następnie przez wieki był zaskoczony, że gąbka jest mokra. Wenecjanie mają zresztą wyjątkowo praktyczne podejście do życia. Kiedy przychodzi acqua alta i woda zalewa miasto, nie panikują. Wchodzą na podwyższone przejścia i idą dalej. Kiedy woda opada, można wrócić do omawiania palących problemów, na przykład tego, czy spritz powinien mieć oliwkę. Najbardziej znanym środkiem transportu jest gondola. Wygląda ona jak wielki czarny but i prowadzi ją jeden gondolier, który stoi z tyłu, odpycha łódź kijem i obficie poci się pod pac...
Absurd to rzeczywistość. Absurd to codzienność. Absurd to życie. Nasze życie jest absurdalne. Nie dlatego, że nie ma sensu. Dlatego, że nie potrafimy tego sensu dostrzec. Gramy w gry wymyślone przez innych. Śnimy czyjeś sny, bo nie chcemy śnić własnego. Nie lubimy absurdu, ale nie walczymy z nim. Próbujemy go obłaskawić. A potem budzimy się, zdziwieni, że każdy dzień wygląda tak samo.